Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Czerwiec 2011

3:45 Pobudka.
3:55 Majster.
Dokończyłem jeszcze śniadanie i wymyłem szklankę, chociaż herbata ze świadomością, że majster czeka na mnie pod blokiem w samochodzie (i niecierpliwi się, zapewne) szła mi średnio.
4:25-14:45 Na budowie w Ż.
Wylewanie stropu – część od balkonu do słupa przy tarasie. Zeszło nam do dziewiątej, jeszcze w porannym chłodzie. Później kończymy szalować strop nad kuchnią, a po śniadaniu zabieramy się za balkon nad drzwiami frontowymi.
12:00 Cięcie, gięcie, wiązanie zbrojenia. Dobrze, że część prac można wykonywać w cieniu. Miały być burze i ochłodzenie, a znów męczy upał.
15:05 W domu.
Po obiedzie (ziemniaki i misa sałaty) i kąpiel muszę uciąć krótką drzemkę.
19:00 Komputer.

Read Full Post »

3:45 Pobudka.
4:10 Majster.
Znów jestem niemym słuchaczem dwudziestominutowego monologu pana K. – kurwiastych wyrzekań na inwestora.
– Dzwonię wczoraj do Mateusza spytać, co z szynami, a on, że znowu nie dowieźli do hurtowni. No kurwa mać! Trzeci tydzień będziemy czekać? Aż ciśnienie mi się podniosło! O jebaną złotówkę taniej, niż w Kętrzynie, a on…
Bla, bla, bla…
Z ulgą wysiadłem z samochodu.
4:30-15:25 Na budowie w Ż.
Godzina wiązania zbrojenia na wieńce. Po 6 majster decyduje się wylewać środkową część strop (od klatki schodowej do balkoniku na wykuszu). Do 9:15 działam przy betoniarce.
6:45 Mateusz z kasą (rozwiało się część obaw pana K. – że przy płatności też będą problemy). Szyny i reszta potrzebnej stali na zbrojenia będą jeszcze dziś, z Kętrzyna.
8:00 Transport materiałów – paleta cementu. Znowu muszę sam rozładować 1600 kg.
10:05 Śniadanie. Zrobiło się już tak ciepło, że ściągam koszulkę (szorty nałożyłem już o 8).
11:00 Jest stal! 12 brakujących szyn i drut. Przerywamy zbijanie rusztowania podtrzymującego balkon i bierzemy się za szalowanie stropu.
15:45 W domu.
Wracam z bólem głowy.
Po obiedzie (kilka ziemniaków do talerza zsiadłego mleka) potrzebuję prawie godziny, by zebrać siły na kąpiel.

Read Full Post »

3:45 Pobudka.
4:10 Majster.
4:30-15:05 Na budowie w Ż.
Do śniadania wylewamy zaszalowaną część stropu i balkon.
8:30 Transport materiałów – paleta cementu. Dostawa z wyjątkowym wyczuciem. Akurat zużyłem ostatni worek i planowałem chwilę przerwy wykorzystać na zrobienie kilku zdjęć.
Po 10:30 przygotowujemy zbrojenie na resztę stropu.
Ze zdjęć na budowie nic nie wyszło. Okazało się, że znów nie dopilnowałem doładowania baterii w aparacie.
Majster z niecierpliwością wygląda samochodu z szynami. Nadaremnie.
– Ostatnio przyjechali ze stalą, gdy już nie było nas na budowie. – przypominam. – To i teraz może tak będzie.
– Ja już nie mam nadziei. – odpowiada ponuro majster.
 15:27 W domu.
Obiad. Zakupy (skusiłem się na wypatrzone wczoraj kubki z kotami). Poczta.
 17:15 Kąpiel.
 17:54 Odpalam komputer. Chociaż jestem tak wykończony (zmęczony+śpiący), że byłoby najrozsądniej od razu zapakować się do łóżka.

Read Full Post »

3:45 Pobudka.
4:12 Majster.
Facet znów cała drogę ględzi. Głównie narzeka – na Mateusza, pogodę, zagrożenie przestojem, polityków, samochód, który zbyt dużo pali i kopci, jak mały parowóz.
– Desek nie ma, tregle też nie wiadomo kiedy przywiozą. – mruczy majster. – Czyż to nie jest wkurzające?
„Dla mnie w ogóle.”
– Materiałów nie ma, a ty człowieku tylko myśl i myśl, co tu zrobić. – nakręca się pan K. – Tylko sie jeździ i traci pieniądze na paliwo. Ciekawe, czy z płaceniem też będą takie problemy?
4:35-15:05 Na budowie w Ż.
Szalowanie pierwszego z trzech balkonów (elewacja ogrodowa) oraz zbrojenie i szalowanie stropu.
15:25 W domu.
Mama tym razem zdecydowała się wracać do domu ostatnim autobusem, więc zastałem ją jeszcze u babki.
Obiad, rozmowa. Babka zmęczona poranną pobudką zdrzemnęła się w pokoju.
16:15 Wychodzę z mamą na drobne zakupy – Barbara dzwoniła, by kupić portfel bratu na imieniny.
W sklepie z końcówkami serii w DH Centrum wypatrzyłem dwa zabawne kubki z kotami – w sam raz na prezenty dla młodszego i jego żony (w dniu imienin brata bratowa świętuje urodziny). Chyba i dla siebie kupię jutro taki komplet.
18:10 Odprowadzam mamę na dworzec.
Zakupy w Biedronce.
19:00 Kąpiel. Kolacja.
19:45 Komputer.

Read Full Post »

Czytam.

Read Full Post »

3:45 Pobudka.
4:15 Majster.
4:35-14:00 Na budowie w Ż.
Do śniadania szalowanie schodów na poddasze, gięcie i wiązanie zbrojenia. Później (9:10) betonowanie.
– Gdyby Mateusz dopłacił parę złoty – majster głośno myśli – można by ręcznie wylać cały strop. Wzięłoby się jeszcze jednego człowieka do pomocy i by poszło lepiej, niż z zamawianiem betonu z pompą.
O 13:30 zaczyna lekko kropić, więc zbieramy się szybciej do chaty, bez czekania na regularną ulewę. A może pan K. chciał zaoszczędzić trochę roboty na poniedziałek? Brak szyn i desek nie pozwala nam chwilowo dokończyć szalowania stropu.
14:25 W domu.
Obiad, zakupy, odkurzanie, kąpiel, pranie.
Wieczorem jestem zbyt zmęczony i śpiący, by wysiedzieć nad lekturą dłużej niż do 22.

Read Full Post »

3:45 Pobudka.
Jest tak deszczowo pochmurnie, że muszę włączyć światło do śniadania
4:15 Majster.
– Jak tam oko? – pyta pan K.
– Dobrze. – rzucam (lekko zaskoczony) na odczepne.
– Dzwoniłem w czwartek, ale nikt nie odbierał. Chyba telefon mieliście wyłączony?
Aha, to już wiem kto mi zrobił pobudkę o 7:30 trzema głuchymi telefonami.
4:35-15:20 Na budowie w Ż.
Szalowanie stropu nad parterem i schodów na poddasze.
8:55 Rozpadało się na dobre. Robimy wcześniejsze śniadanie, a później przez godzinę działamy w garażu –
ja tnę druty, a majster wygina strzemiona na zbrojenie wieńców.
15:45 W domu.
Obiad, kąpiel, a po lekturze wywiadu z Martinem w Wyborczej (Dlaczego hobbity nie uprawiają seksu?) przysypiam w fotelu.

Read Full Post »

Older Posts »