Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Kwiecień 2011

Przeziębienie się nie poddaje, ja też nie.
7:00-16:25 Na budowie w Ż.
Ciąg dalszy kopania wykopów pod fundamenty. Trochę szalowania ław pod garaż. Wczoraj nie wyciągnąłem aparatu z kieszeni, więc dziś nawet nie brałem go do pracy.
Wiaterek powiewa, słońce przygrzewa. Nawet się nie spostrzegłem, jak spaliłem sobie kark i pół twarzy.
14:00 Fiolka (żona Mateusza) przyjechała z zupą – grochówką z kiełbasą. Posiłek smaczny, ale mam nadzieję, że to tylko z racji soboty. Przy obfitych posiłkach na budowie mogę zapomnieć o swoich planach zgubienia kilku nadliczbowych kilogramów.
– A jak w poniedziałek? – pytam majstra przy pożegnaniu. – O której zaczynamy?
– Myślisz, że można by już wcześniej? Faktycznie przyda się podgonić trochę robotę. To może na piątą?
– O piątej na budowie?
– Przyjadę po ciebie o piątej. – uściśla (ku mojej uldze) pan K.
16:50 W domu. Po kąpieli pakuję się od razu do łózka, ale głowa boli mnie tak intensywnie, że nawet nie mam co myśleć o drzemce.
18:30 Komputer. Coś tam niemrawo dłubię w sieci.
20:20 TV Kultura i „Saturno contro” Ferzana Ozpeteka (wolę „Hamam”). Później jeszcze kawałek (3/4) odcinka „Gotowych na wszystko”. Padam o 23.

Reklamy

Read Full Post »

Nadal czuję się paskudnie, ledwo chrypię. Szczęściem majster nie potrzebuję pełnoprawnego rozmówcy. Wystarczy mu do szczęścia, że nie wysyła swoich monologów w próżnię.
5:45 Pobudka.
6:30 Wyjazd do pracy.
7:00-14:30 Na budowie w Ż.
Koparka przyjeżdża po 8, ale operator może się zabrać za wykopy dopiero przed dziewiąta. Tracimy sporo czasu przed wytyczeniem fundamentów na rozeznaniu się w planach i pomiarach geodetów.
Przez cały dzień pracy facet wyrył ledwo jamę na piwnicę. Więcej czasu niż na kopanie poświecił wywożeniu i rozplanowywanie ziemi z wykopu.
Uprzedzam majstra, że za tydzień czeka mnie wyjazd do stolicy (wersja – chrzciny)
– Jak trzeba to trzeba… – facet zdaje się nie widzieć żadnego problemu. – Będę przyjeżdżał sam.
15:00 W domu. Babka jest szczęśliwa, że żyję. Szybki obiad, zakupy, kąpiel.
17:00 Radio, chwila przy komputerze. Padam po 19. Nie napracowałem się, ale wykończył mnie sam dzień na powietrzu.

Read Full Post »

Trzeci dzień chorowania – poprawy brak. Tylko głos mi się zmienił. Brzmię teraz seksownie, niczym Harvey Fierstein.

Read Full Post »

Środa.

Koparka będzie w piątek. Znając praktykę pewnie w okolicach ósmej, dziewiątej, ale majster chce być na budowie już o siódmej.

Read Full Post »

Wtorek.

Rozłożyło mnie jakieś wiosenne przeziębienie. Niby nic wielkiego, ale przy upałach na dworze wszelkie typowe dolegliwości (gorączka, katar, ból gardła) wydają się nadzwyczaj uciążliwe. Łykam Gripex, z nadzieją, że mnie do czwartku postawi na nogi. Majster dzwonił, że jak się uda zamówić koparkę, ruszamy w tym dniu z robotą.

Read Full Post »

Wesołych!

Wzorem Czartogromskiego.

________________________
* Nie wiem, kto to rysował. Kartka jest z 1990 roku. Ukazała się na Litwie w serii reprintów „Historyczne pocztówki”.

Read Full Post »

Piątek.

Zakupy. Odkurzanie. Pieczenie sernika.
Dzień mi jakoś upłynął wyjątkowo nieefektywnie.
A jutro wyjazd na wieś, do rodziców.
Wracam po świętach. Chyba, że babka aż tak długo nie wytrzyma.

Read Full Post »

Older Posts »