Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2010

Właśnie się dowiedziałem, że w Sylwestra nie należy sprzątać, bo przy okazji można wymieść noworoczne szczęście. No to dupa! Pół dnia spędziłem dziś przy garach (pomagam babce przy pieczeniu pasztetu) i doprowadzając chatę do jako takiego porządku.
Podsumowania minionego roku nie będzie. Ot… przeżyłem.

Reklamy

Read Full Post »

2195. Czwartek.

Komputer. Książka. Zakupy. Pranie.
Wieczorem zaczynam rozsyłać znajomym życzenia noworoczne.

Read Full Post »

2194.

To nie tak miało wyglądać.
W poniedziałek zadziałałem pod wpływem impulsu. Nie wiem, czy chciałem cokolwiek osiągnąć, czy tylko dać wyraz swojemu braku zgodny na politykę administracji. W każdym razie myślałem, że jednak ktoś zareaguje na ten mój niemy protest, odbanuje góra na drugi dzień, może opieprzy za odstawianie szopek (gdyby to był Nigrivon, to mógłbym nawet obiecać, że będę się na przyszłość zachowywał bardziej odpowiedzialnie).
A tu ZONK, przykra niespodzianka.
Jeden Radekk zagadał, ale nawet bez jakiegoś większego zainteresowania sprawą. Wydaje się, że zadowoliła go informacja, że sam nie mogę się odbanować, bo z drugiego konta korzystam tylko wtedy, gdy potrzebuję zrzec się uprawnień administratora.
Reszta nic, zero reakcji. Wczoraj nawet specjalnie zagadałem do Marcina, żeby przypomnieć o swoim istnieniu. Poklikaliśmy przez chwilę o książkach, o sytuacji na forum ani słowa.
Jak to interpretować?
Może ja faktycznie jestem zupełnie zbędnym elementem w administracji?
Wiem, to tylko forum, ale mimo wszystko to nie jest miłe i z dnia na dzień robi się coraz bardziej dołujące.
Chyba nie będę czekał pełnego tygodnia na autobanie, bo wtedy nakręcę się już tak mocno, że jedyne co będę mógł zrobić to zalogować się na forum tylko po to, by skasować konto.

Read Full Post »

Po południu siedzę w kuchni, trąc ziemniaki na babkę ziemniaczana. Wieczorem piekę piernik. Czas pomiędzy spędzam z książka. Zabrałem się wreszcie za „Czarny horyzont” Kołodziejczaka. Autor wkurzył mnie z deka swoim opisem Kawęczyna, w którym władza ludowa „w ramach walki z zabobonem wyburzyła stare kamieniczki wokół placu [ze świątynią] i postawiła tu ohydne, szare, sześciopiętrowe bloki. Miały one zapewne swą szarą równą bryłą odciąć kościółek od ludzi i światła, żeby zmarniał jak roślina, której zabrano słońce.” Szczęściem powieść trzyma poziom opowiadań o Kajetanie Kłobudzkim, więc ogólnie jestem zadowolony z lektury.
A tak poza tym moje końcoworoczne (?) poirytowanie i ogólny brak humoru wydają się nasilać. Nawet paczka z Merlina mnie nie cieszy. Po siedemnastej odebrałem pudło od kuriera i rzuciłem w kąt bez otwierania, sprawdziwszy ledwie, czy aby na etykietce jest moje nazwisko.

Read Full Post »

Wigilia (piątek).

Od czternastej na wsi.
Nikt nie chce uwierzyć, że zeszłego roku nie przyjeżdżałem z babką na święta.
– Przecież byliście. – mówi matka.
– Sklerozę masz. – twierdzi ojciec.
Gdyby nie zapis na blogu sam mógłbym zwątpić.
Kolacja o siedemnastej, w czwórkę. Bratowa urządza u siebie konkurencyjną wigilię.
– Spełnienia marzeń – życzy mi mama przy łamaniu się opłatkiem. – Bo chyba masz jeszcze jakieś marzenia?
Chyba mam. Może. Nie wiem. Nie myślę o tym.
Przed dziewiętnastą rozpakowywanie prezentów.
Mama wygląda na zadowolona ze znalezionej pod choinką książki. Ojciec na pewno cieszy się z flaszki. Babce musi wystarczyć radość, jaką sprawiła rodzinie swoimi kopertami.
O północy pasterka.
Wracam w drobnym, marznącym deszczu.

Boże Narodzenie (sobota).

Rodzina i telewizyjne powtórki, z „Potopem’ (a myślałem, że już nie dam rady obejrzeć tego po raz n-ty) i „Kevin sam w domu” włącznie.
Za oknem ponura odwilż.
Brat ściąga ze swoim babińcem późnym porankiem.
Mama serwuje wędliny i rybę po grecku (przesadziliśmy z babką – 2,5 kg filetów, to jednak nie na taką małą rodzinę, jak nasza).
Kunegunda ni chwili nie może spokojnie usiedzieć na miejscu. Po południu ciągnie mnie do siebie, pochwalić się gwiazdkowym prezentem. Do rodziców wracam dobrze po zmroku.

Boże Narodzenie (niedziela).

Dzień z radiem.
Rano retransmisja koncertu Jaroussky’ego w Wieliczce, wieczorem „Ottone in villa” Vivaldiego z krakowskiego cyklu Opera Rara. >>>
Babka świętuje z rodzicami w drugim pokoju.
Na dworze jest tak ślisko, ze brat nie spełnia groźby i nie przyprowadza Kunegundy razem z czołgiem. Miał chęć przypomnieć starym jaka to frajda, gdy dziecko dostanie barabaniący prezent.

Poniedziałek.

Powrót do miasta wczesnym porankiem. Sąsiad rodziców wiezie na siódmą żonę do pracy, to i my się zabieramy przy okazji.
Pobudka o piątej. Babka szczęśliwa, że tak szybko została zwolniona z gościnnego więzienia, od pierwszej sama nie śpi i mnie nie daje, pytając co chwila, czy nie trzeba już wstawać.
Wyjazd po szóstej. Na drodze szklanka, samochód nie przekracza trzydziestki. Babka jest szczęśliwa, że została podwieziona pod sam blok.
– Na takim lodzie, to i kroku bym sama nie zrobiła.
Po szybkich zakupach odpalam komputer.
Internet, sprawdzanie poczty.
O dziesiątej jestem już tak senny, że zamiast siadać do śniadania pakuję się do łózka.
Wstaję po trzynastej – bez humoru i chęci na cokolwiek.

Read Full Post »

2191.

Rano przejrzałem nowe, świąteczne wpisy na forum i wkurzony kolejnym banem jakiegoś użytkownika, uznanego na podstawie marnych poszlak za nowe wcielenie ScoobyDoo, też dałem sobie bana. Nie podoba mi się ta polityka wyrzucania z forum kogoś po byle oskarżeniu. Jeśli przez tydzień nikt nie zauważy mojej nieobecności chyba w ogóle zrezygnuję z funkcji admina. Bo to będzie dobry dowód na to, że jestem całkowicie zbędny w obecnej administracji.

Read Full Post »

I udanych świąt.

Read Full Post »

Older Posts »