Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Kwiecień 2010

1960. Piątek.

Wydawało się, że pół kilo dymki to niewielka ilość. A jednak wystarczyło nam na obsadzenie cebulą prawie połowy ogródka.
– Może trzeba było sadzić gęściej? – zastanawiała się babka, gdy wracaliśmy po robocie do domu.

Reklamy

Read Full Post »

1959. Czwartek.

Powinienem więcej myśleć, a mniej pisać.

Read Full Post »

Pobudka z bólem głowy.
Babka ze swoim bezmyślnym otwieranie okien w mieszkaniu.
Wikipediowa biurokracja, dla której encyklopedyczne jest hasło byle kopacza piłki z Nigerii (wystarczy, że trafił do reprezentacji kraju), autorki jednej powieści już niekoniecznie.
Katar i przeziębieniowy pryszcz pod nosem.
Nieznajoma baba z wizytą u babki w najgorzej dobranym momencie (chciałem się właśnie położyć), ładująca się do salonu, z buciorami na nowy dywan!
Brak zdecydowania w kwestii kolacji i kąpieli.
I jeszcze kilka innych rzeczy, o których nie będę wspominał.

Read Full Post »

Za oknem deszczowo i ponurawo. Miałem wymyć szyby, ale pogoda zwalnia mnie z tego nieciekawego zajęcia.
Do szesnastej czekam na kuriera.
Później krótka wizyta w bibliotece i czytelni.
Wracam z kryminałem Krajewskiego. Tak, jakbym miał w domu za mało książek do przeczytania.

Read Full Post »

1956. Happy Birthday.

Nie było źle.
Nawet zakupy – w ramach urodzinowego prezentu mama zmusiła mnie do kupna letniej kurtki – przeszły zupełnie bezboleśnie.

Read Full Post »

1955.

Chyba zaczynam się stresować jutrzejszym poniedziałkiem.
Mógłby nikt nie przyjeżdżać, nie dzwonić, nie pisać i w ogóle zapomnieć.

Read Full Post »

Makowiec udał nam się średnio. O co mogę mieć pretensję tylko do siebie.
Krzyczałem na babkę, że chce użyć za dużo mąki, a sam wziąłem podwójną porcję maku na masę. Na dodatek zapomniałem posmarować ciasto rozbełtanym jajkiem, więc nie ma teraz apetycznego połysku.
Wiadomo – zje się co wyszło. Ale pochwalić się nie ma czym.
Chyba powinienem piec tylko serniki.
Zdecydowanie.

Read Full Post »

Older Posts »