Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2010

Na wieś miałem jechać dopiero wieczorem, ale pogoda skorygowała moje plany.
Zaczyna śnieżyć, powiewa, miejscami powstają zaspy i są obawy, że te mniej uczęszczane drogi mogą się stać zupełnie nieprzejezdne. W związku z czym pojadę pierwszym popołudniowym autobusem.
Wrócę kiedy wrócę.

+

– Może w czymś pomóc?
– Szukam szminki… – rozejrzałem się bezradnie po wystawce.
– Jakiś konkretny kolor?
– Nie. Coś muszę wybrać. Coś stonowanego…
– A w jakiej cenie? Tu mam ładne. – sprzedawczyni sprzed półki ze szminkami po 60 zł przeszła do tych tańszych, bardziej na moją kieszeń. – Dla kogo ma być ta szminka.
– Dla starszej pani.
– To może ta? – sprzedawczyni zaprezentowała coś wyjątkowo błyszczącego.
– Dla pani po sześćdziesiątce. – dopowiedziałem.
– Jak dla starszej, to myślałam, że takiej po czterdziestce.
Słodkie.

+

Wracając ze sklepu na wystawie księgarni zauważyłem nową powieść Browna. Gdybym wiedział, że tytuł tak szybko dotrze do Kętrzyna (w sprzedaży od wczoraj) wybrałbym „Zaginiony Symbol” zamiast Larssona. To prezent bardziej w guście osoby, która zarwała noc, by przeczytać „Kod Leonarda da Vinci”.

+

– Trzeba było spytać w sklepie, czy można u nich odmienić towar. – powiedziała babka oglądając szminkę, którą wybrałem dla mamy. – Nie wyrzucaj na wszelki wypadek paragonu.
No ładnie!

Reklamy

Read Full Post »

1900. 630 velvet bege.

Na wieś miałem jechać dopiero wieczorem, ale pogoda skorygowała moje plany. 

Zaczyna śnieżyć, powiewa, miejscami powstają zaspy i są obawy, że te mniej uczęszczane drogi mogą się stać zupełnie nieprzejezdne. W związku z czym pojadę pierwszym popołudniowym autobusem.

Wrócę kiedy wrócę.

+

    – Może w czymś pomóc? 

    – Szukam szminki… – rozejrzałem się bezradnie po wystawce.

    – Jakiś konkretny kolor?

    – Nie. Coś muszę wybrać. Coś stonowanego…

    – A w jakiej cenie? Tu mam ładne. – sprzedawczyni sprzed półki ze szminkami po 60 zł przeszła do tych tańszych, bardziej na moją kieszeń. – Dla kogo ma być ta szminka.

    – Dla starszej pani. 

    – To może ta? – sprzedawczyni zaprezentowała coś wyjątkowo błyszczącego.

    – Dla pani po sześćdziesiątce. – dopowiedziałem.

    – Jak dla starszej, to myślałam, że takiej po czterdziestce.

Słodkie.

50%

Read Full Post »

1899.

Wkurzyły mnie opłaty w Merlinie.
Po podliczeniu rachunku wyszło, że przepłaciłem przy dwóch tytułach. Szczegół, że w sumie o 54 groszy i ogólnie nadal jestem do przodu o 5 zł.
Nie lubię przepłacać. I co za sens zamawiać książki via net, skoro w stacjonarnej księgarni miałbym je taniej i bez czekania?
Tak teraz patrzę na tę cegłę Larssona… Mama chyba nie będzie jednak zadowolona.
Ale jest za zimno na łażenie po sklepach i szukanie w ostatniej chwili czegoś innego na prezent. Zwłaszcza, że brak pomysłu na to, co mógłbym kupić.
Wyskoczę więc tylko jeszcze jutro przed wyjazdem po jakąś szminkę i będzie co będzie.
Kolejna książka, oklapnięty sernik zamiast kwiatka – jedna wielka kicha.

Read Full Post »

1899.

Wkurzyły mnie opłaty w Merlin. 

Po podliczeniu rachunku wyszło, że przepłaciłem przy dwóch tytułach. Szczegół, że w sumie o 54 groszy i ogólnie nadal jestem do przodu o 5 zł.

Nie lubię przepłacać. I co za sens zamawiać książki via net, skoro w stacjonarnej księgarni miałbym je taniej i bez czekania?

Tak teraz patrzę na tę cegłę Larssona… Mama chyba nie będzie jednak zadowolona. 

Ale jest za zimno na łażenie po sklepach i szukanie w ostatniej chwili czegoś innego na prezent. Zwłaszcza, że brak pomysłu na to, co mógłbym kupić.

Wyskoczę więc tylko jeszcze jutro przed wyjazdem po jakąś szminkę i będzie co będzie.

Kolejna książka, oklapnięty sernik zamiast kwiatka – jedna wielka kicha.

.

Read Full Post »

1898.

Spadł śnieg.
I temperatura w mieszkaniu do 19 °C.
Bilety na kwietniowy koncert Filipa rozeszły się w ciągu jednego poniedziałku. Że przypomniałem sobie o sprzedaży dopiero po północy, nawet nie miałem szans na zakup. Czym się zresztą niezbyt przejąłem, bo i tak nie wybierałem się do Wieliczki. Nie ten czas (Wielka Sobota) i nie ta odległość.

Wieczorem coś się pochrzaniło w forumowej maszynerii i zamiast napawać się odejściem Noaha z funkcji admina, mogłem (tak jak wielu innych userów) jedynie irytować się komunikatem „Zostałeś wyrzucony z tego forum. Skontaktuj się z webmasterem lub administratorem forum w celu uzyskania dalszych informacji” wyskakującym przy każdej próbie logowania.

Za to nie miałem najmniejszych problemów z wylicytowałem na Allegro „Fidrka” Jerzego Waldorffa. Z kosztami wysyłki 17 zł za książkę. Tomik ma paskudną okładkę, ale z chęcią przeczytam, co też tam Waldorff ponawypisywał o swojej miłości do pięknego chłopca.

* Na stronie Dwójki (PR2) można posłuchać gawęd Waldorffa nagranych w 1994 roku, na pięć lata przed śmiercią →  Jerzy Waldorff: biografia utkana z trudnych miłości.

Read Full Post »

1898.

Spadł śnieg.

I temperatura w mieszkaniu do 19 °C.

Bilety na kwietniowy koncert Filipa rozeszły się w ciągu jednego poniedziałku. Że przypomniałem sobie o sprzedaży dopiero po północy, nawet nie miałem szans na zakup. Czym się zresztą niezbyt przejąłem, bo i tak nie wybierałem się do Wieliczki. Nie ten czas (Wielka Sobota) i nie ta odległość.

50%

Read Full Post »

1897.

Zimno.

Nic tylko bym jadł. I spał.

Odkręciłem w pokoju drugi grzejnik, bo sama gruba kamizelka nie wiele już dawała, ale babka doszła do wniosku, że to jednak niepotrzebny ruch.

    – Sucho, oddychać czym nie ma.

    – Przecież sama babcia narzekała, że chłodno. – przypomniałem.

    – Ale skoro już zapowiadają ocieplenie…

Ciekawe, czy gdyby nie obejrzała prognozy pogody, też by była taka zadowolona z obecnej temperatury w chacie? Chociaż przy tej ilości szmat, jakie naciągnęła na grzbiet, może faktycznie zrobiło się jej za gorąco.

50%

Read Full Post »

Older Posts »