Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2009

1674.

Znów zagapiłem się i nie opłaciłem na czas rachunków za mieszkanie. Byłem święcie przekonany, że mam do uregulowania tylko kwity, które przyszły ostatnio pocztą (telefon i kablówka) a tu ZONK! Mam nadzieje, że w poniedziałek będę mógł wyskoczyć do kasy TBS-u, to od razu i za marzec wszystko popłacę.

Na razie jest OK, bo babka nie ma świadomości, że zawaliłem sprawę pilnowania rachunków.


Reklamy

Read Full Post »

1673.

Ciężko zachować klasę.

„Periodyzacja” – pod wpływem milczącej dezaprobaty Walpurga – trafiła do kosza.

Read Full Post »

Nie wyspałem się.

Pani Zosia pojawiła się o dziewiątej. Po jedenastej przyniosło ją ponownie. Babce przy powtórce skończyły się chyba świeże tematy, bo zaciągnęła koleżankę do pokoju, żeby pochwalić się moim nowym komputerem.

    – Sam wszystko złożył. Myślałam, że będzie wołał jakiegoś fachowca, ale nie, poradził sobie.

    – I to tak bez studiów!? – dziwowała się pani Zosia. – A mój wnuk kończył jakieś komputerowe…

    – Widzisz jaki duży ekran? Pokaż coś pani Zosi.

    – Ale może będziemy mu przeszkadzać? – pani Z. wykazała się domyślnością. –  Ja tam się i tak nic nie rozumiem na tych komputerach. Może lepiej wracajmy do kuchni.

    – A w czym mu możemy przeszkadzać? Siadaj, siadaj… – babka usadowiła koleżankę w fotelu. A potem zażyczyła sobie pokazu zdjęć – z wizyty prawnuczki i z mojego ostatniego wyjazdu na wieś.

Błąd, że nie robię odbitek i wszystko trzymam na dysku.

I chyba za bardzo oswoiłem babkę z osiągnięciami techniki. Dobrze, że chociaż blogowanie (pokazałem jej seniorkę działającą na Onecie) w ogóle jej nie zainteresowało.

Read Full Post »

    No i okazało się, proszę was, ze w jednym z parków znajduje się wolny,stary piedestał po pomniku, który przeniesiono na inny piedestał, winnym miejscu. Udaliśmy się też z przyjacielem do owego parku i tam postawił mnie przyjaciel na tym piedestale, to znaczy – pomógł mi się nań wdrapać. Stało mi się, jak to mówią, bardzo fajnie. Obywatele patrzyli na mnie z szacunkiem i podziwem, fotografowali się na moim tle itd., i to dawało mi dużą satysfakcję. Dawała mi ją również świadomość,że słusznie stoję na piedestale, bo już sam piedestał daje tę świadomość. Przyjaciel przyprowadził mi nawet jakąś zabłąkaną wycieczkę z wieńcem, która chętnie uwolniła się od tego wieńca u moich stóp.
    Także w końcu nie bardzo mi się chciało zejść z piedestału. Z piedestału zresztą nie schodzi się na ogół, tylko zlatuje się albo strącają. Znam też wypadek, że piedestał dawno już wyjęli spod faceta, a on ciągle jeszcze utrzymywał się parę metrów nad ziemią w przekonaniu, że wciąż stoi na piedestale. Cha, cha, cha! Kiedy więc wreszcie dobrowolnie,wskutek życzliwej perswazji przyjaciela, opuściłem piedestał, przykrość odczutą z tego powodu osłodziła mi świadomość, iż jestem pod tym względem osobą wyjątkową, a może nawet pierwszą w dziejach świata,która postąpiła w ten sposób.

(Jeremi Przybora,

List z piedestału.)


Zrezygnowałem z funkcji admina na forum Gejowa. Wydarzenie dnia, które nie obeszło nikogo, oprócz mnie.
Olać.

Read Full Post »

Zabrałem kawę, bułki i wyniosłem się przed komputer, by w spokojności zjeść śniadanie.

    – … złodzieje byli… – doleciało mnie po chwili z kuchni.

    – Śnili się babci w nocy złodzieje? – zdziwiłem się.

    – Nie. W nocy jacyś złodzieje byli w kuchni. Znikły wszystkie krówki.

    – Aaaa…

    – Jak częstowałam w sobotę Anielę, to została w pudełku spora garść cukierków.

    – Może zabrała wszystkie korzystając z chwili babcinej nieuwagi? – zażartowałem.

    – Akurat! I jaki ty tam chory jesteś, skoro wszystkie cukierki wyjadłeś?

A może to jeden z objawów (przejawów) choroby – niepohamowany apetytna niektóre (mieszanki czekoladowej nawet nie ruszyłem) słodycze? 

+ + +

Tym razem (czytaj – tej zimy) majster zadowolił się telefonicznym przypomnieniem o swoim istnieniu.

    – Nie nudzisz się?

Bla, bla, bla…

    – Dobrze, że fundamenty mamy zalane. Bez tego robota nie ruszyłaby wcześniej niż w maju. A tak myślę, że w połowie marca…

Bla, bla, bla…

Zdobyłem się na grzecznościowe zainteresowanie, jak tam z jego zdrowiem.

    – A dziękuje, nie narzekam. Myślę, że za dużo tych kaw było. Chociaż w moim wieku to już się ludzie zwijają na tamta stronę.

Bla, bla, bla…

    – Trzeba go było zaprosić. – zasugerowała babka, gdy odłożyłem słuchawkę.

    – A po co? Co to – jakiś mój kolega?

    – No nie, ale skoro się nudzi… Mógłbyś mu nowy komputer pokazać.

    – No wie babcia… – popatrzyłem tylko na babkę z politowaniem i wróciłem do pokoju.


Read Full Post »

1669. Cold Song.

     What power art thou, who from below
     Hast made me rise unwillingly and slow
     From beds of everlasting snow?
     See’st thou not how stiff and wondrous old,
     Far unfit to bear the bitter cold,
     I can scarcely move or draw my breath?
     Let me, let me freeze again to death.

(Cold Genius,

„King Artur” John Dryden)

Jestem w marnej formie.

Ranek przed telewizorem.

Popołudnie pod kocem.

Wieczór w sieci, na YouTUBE. Zacząłem niewinnie, od fragmentu z „Les Indes Galantes” Rameau, by po chwili utknąć na jednej arii z „Króla Artura” Purcella. Do północy słucham różnych wykonań, daremnie usiłując rozstrzygnąć, które podoba mi się najbardziej.


Read Full Post »

1668.

Po południu byłem na zakupach.

Przybyło:

    – 1,8 kg filetów z morszczuka (na weekend zaplanowaliśmy rybę po grecku),
    – słoiczek koncentratu pomidorowego (do ryby),
    – „Wallace & Gromit. Klątwa królika” DVD (byłoby lepiej wydać kasę na „Zwierzo-zwierzenia”),
    – tarka uniwersalna (starego typu),
    – tarka do ziemniaków (babka narzeka, że stara się strasznie stępiła),
    – ratanowy kufer (Made in Wietnam; będzie stał przy biurku zamiast pudeł i segregatorów).
Znowu zapomniałem zabrać z sobą aparatu. Może jutro wyjdę specjalnie, by pstryknąć kilka fotek.

Read Full Post »

Older Posts »