Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2009

1656. Krótko

Przesiadkę na nowy komputer mogę śmiało porównać do przeprowadzki – jest równie przyjemna i nie mniej absorbująca.
Pewnie ktoś bardziej zorganizowany uwinął by się z tym o wiele szybciej. Ja niestety kimś takim nie jestem, więc wszystko zabiera mi masę czasu. Ale więcej roboty już za mną, niż przede mną. Sprzęt od poniedziałku stoi na docelowym miejscu,a ja kończę powoli zgrywać pliki ze starego komputera i po powrocie ze wsi (wyjazd dziś po południu) będę mógł w spokojności zacząć cieszyć się nową zabawką.

Reklamy

Read Full Post »

 

– Boże! Jakie wielkie pudło! – reakcja babki była daleka od entuzjazmu.

 

Rozpakowywanie poszło mi szybko.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że przesyłka doszła bez fizycznych uszkodzeń.

 

Ale czy poradzę sobie jutro z połączeniem wszystkiego do kupy, z uruchomieniem nowego komputera?
Mam obawy, spotęgowane przez obecność dodatkowego pudełka pełnego jakichś dziwnych części. Przy montażu nie zmieściły się w obudowie?

Read Full Post »

1654. Czwartek.

Z oknem kolejny szary, mglisty i pochmurny dzień.
Chciałem mimo wszystko wyjść z domu:

    – do fryzjera, by przystrzyc kudły, które nie mieszczą się już pod czapką
    – do czytelni, by przejrzeć nowy numer „Przekroju”
    – do biblioteki, by wypożyczyć mitologię Tadeusza Zielińskiego lub Roberta Gravesa (a najlepiej obie) celem poczytania o Wyprawie Herkulesa po pas Hipolity (w ramach przygotowań do jutrzejszej operowej transmisji).
A tymczasem waruję w chacie niby pies, czekając na zapowiedzianego kuriera z nowym sprzętem. I usiłując się przygotować do komputerowej przeprowadzki, co jest zajęciem nudnym i cholernie irytującym.

Read Full Post »

Wreszcie coś drgnęło w sprawie mojego zamówienia w Komputroniku. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, przed końcem tygodnia mogę się spodziewać kuriera z przesyłką. O czym – w niepomiernym rozradowaniu -poinformowałem babkę.  
     – Jak teraz będziesz miał nowy komputer, to chyba w ogóle od niego nie odejdziesz! – babka załamała ręce. – Nawet po chleb! Przyjdzie nam z głodu pomrzeć.

+

Uzupełniając wczorajszą blotkę – Zachary Stains jako Herkules.
Jakoś klipu może nie najlepsza, ale można się zorientować, skąd moje zachwyty. Nawet jeśli to nie jest jakiś wybitny tenor, to głos ma całkiem przyjemny. A i jest na czym oko zawiesić. Zwłaszcza w tej konkretnej operowej inscenizacji, gdzie nosi się tak, jak na prawdziwego Herkules przystało.

Read Full Post »

1652. Opera Rara.

Właśnie wpadła mi w ucho zapowiedź piątkowej Filharmonii Dwójki. I już wiem, co dwudziestego trzeciego będę robił wieczorem – siedział z uchem przyklejonym do radioodbiornika. A nawet nie liczyłem, że będzie transmisja z Filharmonii Krakowskiej, że usłyszę „Herculesa nad Termodontem” Antonio Vivaldiego w wykonaniu Europy Galante, z Philippem Jaroussky’m w roli Alcesty.
Dobre i tyle, choć byłoby o wiele fajniej móc wziąć udział osobiście (jako widz oczywiście) w tym wydarzeniu. Nawet jeśli to tylko koncertowa wersja opery, więc nie ma co się spodziewać podobnych atrakcji, jak na Festiwalu w Spoleto, gdy partię Herkulesa zaśpiewał Zachary Stains.

+

Trochę trwało, ale uporządkowałem wreszcie zdjęcia zrobione zeszłego roku na Placu Zamkowym. United Buddy Bears in Warsaw 2008.

Read Full Post »

1651. Sobota

Czyszczenie parkietu okazało się najcięższą częścią moich sąsiedzkich występów. Występów branych wręcz dosłownie, bo przez większość czasu pani Irena siedziała na wersalce, przyglądając się bezczynnie, jak w pocie czoła szoruję drucianą szczotką klepkę za klepką. Pod koniec byłem już tak zmęczony, że przestałem zwracać w ogóle uwagę na tę widownię i nawet nie ruszyło mnie, gdy dołączyła do niej babka.
Do domu wróciłem z bólem głowy. Szczęściem kuracja sokiem pomidorowym (z dużą ilością pieprzu) odniosła skutek. Bo nie przypuszczam, żeby pomogła mi aspiryna.

Read Full Post »

Zakupy, śniadanie, odcinek „Gwiezdnych wrót”. Pani Irena szuka w mieście dobrej pasty do podłogi i załatwia swoje sprawy.
    11:00-14:00
Kończę malować ściany. Wystarczyła jedna warstwa nowej farby, by kanarkowa zieleń ładnie zakryła wcześniejszy beż.
    14:00-15:00 
Przerwa na obiad. Malowanie po sąsiedzku ma tę jedną niezaprzeczalną zaletę, że w każdej chwili można wyskoczyć do domu.
    15:00-17:50 Pomagam czyścić parkiet, ustawiam część mebli. Pani Irena jest zmęczona, więc po wypastowaniu 1/4 podłogi przerywamy pracę. Reszta może poczekać do jutra. Finansowe rozliczenie też. Tylko ciekawe, kto zacznie rozmowę o kasie.

Read Full Post »

Older Posts »