Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Czerwiec 2008

Po południu zadzwoniłem do Pinokia.
    – Z kim rozmawiałeś? – babka była ciekawa.
    – Z tym kolegą, u którego byłem ostatnio w Warszawie. Ma dzisiaj urodziny.
    – Trzeba było go postraszyć, że przyjedziesz. – zażartowała starsza pani.
    – To bym chyba musiał powiedzieć, że przyjadę razem z babcią.
    – A czy ja jem i piję bez umiaru?
A czy ja jem?

Reklamy

Read Full Post »

Dodałem mleka do kawy, wyciągnąłem z lodówki resztki twarogu i zabrałem się za robienie kanapek.
    – Czemu polędwicy nie bierzesz? – zainteresowała się babka
    – Bo dla babci kupiona.
    – Wystarczy i dla babci, i dla dziadka.
    – Dziadka nie ma. – zauważyłem – Musiałaby sobie babcia jakiegoś poszukać.
    – Poszukać? Jak już człowiek nad grobem stoi? Sam sobie poszukaj.
    – Dziadka? Ale do czego mi dziadek?
    – Żony sobie poszukaj.

Read Full Post »

    – Ciekawe, kto nam jutro zrobi z samego rana pobudkę? – zastanawiała się babka, ścieląc łóżko do snu.
Chociaż tak prawdę powiedziawszy dzisiejszy niespodziewany najazd rodziny tylko mnie wyrwał z pościeli. Babka jak raz siedziała w przedpokoju rozważając, dlaczego u rodziców nikt nie obiera telefonu („Na ogród już się wybrali? A może piją kawę na ławce przed blokiem?”), gdy ojciec zadzwonił do drzwi.


Read Full Post »

Zakupy przed śniadaniem. Od razu drepczę po nowy numer „Przystanku Alaska”. Zieleniak – „Truskawki będą jutro”. A już myślałem, że po sezonie. 
Komputer. Coś tam skrobię na FORUM. Niewinny flirt bez szans na cokolwiek. Chyba już nie chcę zawierać żadnych nowych znajomości.
Na obiad młode ziemniaki. Bez okrasy, bo babka zapomniała, że skończyło się masło. „A przecież tyle razy było mówione – jeśli czegoś zabraknie…” – marudzę pro forma. Do kartofli ogórki ze śmietaną. Podwójna mizeria?

Read Full Post »

Czy jest sens siadać do pisania maila, skoro w SMS-ie nie potrafiłem wyjść poza suche życzenie udanego poniedziałku?
                                          + + +
Babka popołudnie przedrzemała („Coraz więcej sypiam. To chyba już tak przed śmiercią…”), zmęczona nocną burzą (o niczym bym nie wiedział, gdyby o trzeciej nie zrobiła mi pobudki. Musiałem wstać żeby odłączyć telewizor i komputer) i dzisiejszą pogodą (coś jest z ciśnieniem?). 
Wstała przed 16.
    – Jadłeś coś na obiad?
    – Talerz płatków kukurydzianych. I kawałek strucli [z serem].
    – To mleko gotowałeś?
    – Na. 
    – Jajek nie smażyłeś? Nie chciałeś?
    – Nie chciałem.
Ogólny marazm i zniechęcenie.

Read Full Post »

Na dworze nadal (odwołanie do piątkowej pogody) pochmurno. Znów liczę na deszcz, który uwolni mnie od podlewania ogródka. Babka narzeka na nogi. I że w krzyżu coś ją łupie.
    – Jak przestanie mnie boleć…
    – Przestanie? Na to bym nie liczył. – jestem niewyspany przez poranny seans TV i brak mi cierpliwości. – Raczej powinna się babcia przyzwyczajać do tego, co jest. 
Zawsze wiedziałem, że żadna ze mnie siostra miłosierdzia. Ale na pielęgniarkę może bym się nadał?
    – W poniedziałek zarejestruję babcię do lekarza. 
    – Dobrze.
    – A bierze babcia te tabletki, które doktor ostatnio przepisał? Te przeciwbólowe?
    – Jeszce nie brałam.
Przez cały miesiąc nie było okazji wypróbować, czy są skuteczne? 
Ręce opadają.

Read Full Post »

1480. Zamiast.

      Manuel Puig, Przeklęte tango.
      (…)
    – Słuchaj, Mabel, o czym ty mówisz, czego ja nie chcę zrozumieć na temat Juana Carlosa? – Nene w dalszym ciągu szukała własnej zguby.
    – Że kobiety nie chcą go zostawić po tym, co z nimi robił w łóżku.
    – A właśnie, że nie masz racji. Zakochują się w nim, bo jest bardzo przystojny, wcale nie przez żadne łózko. Przecież jak się zgasi światło, to nie widać, czy mąż jest przystojny, czy nie, po ciemku wszystkie koty bure, wszyscy mężczyźni jednakowi.
    – Wszyscy jednakowi? To ty jeszcze nie wiesz, Nene, że nie ma dwóch jednakowych?
Nene pomyślała o doktorze Aschero i o swoim mężu. Nie mogła wiele porównywać, chwile rozpusty ze znienawidzonym lekarzem były krótkie i pełne ukrytych przeciwności.
    – A ty co o tym możesz wiedzieć, Mabel, jako panna…
    – Ech, Nene, moje wszystkie koleżanki już mają mężów, i gadamy sobie zupełnie szczerze. Opowiadają mi wszystko.
    – Ale o Juanie Carlosie nie możesz nic wiedzieć.
    – Jak to, toś ty nigdy nie słyszała, co o nim mówią?
    – A co mówią?
    Mabel ordynarnie odmierzyła rękami długość mniej więcej trzydziestu centymetrów.
    – No wiesz, ty naprawdę chcesz, żebym się zaczerwieniła… – Nene nagle poczuła, że wszystkie obawy, które miała od czasu swego ślubu, były słuszne. Obyż mogła zapomnieć ohydny gest, którego przed chwilą była świadkiem…
    – Nie myśl sobie, to podobno ma wielkie znaczenie. I jest potrzebne kobiecie do szczęścia.
    – Mąż mi tłumaczył, że nie jest.
    – Po prostu cię nabierał…

(przekład Zofia Chądzyńska)   

Read Full Post »

Older Posts »