Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2008

    – Jak przestaną mnie boleć plecy…
    – Przestaną? – wszedłem babce w słowa. – Bym już na to nie liczył, że przestaną.
    – No co ty mówisz!
    – A co? Chciałaby babcia mieć dobrą emeryturę, a do tego zdrowie jak osiemnastka? Nie ma tak dobrze. Są pieniądze, to nie ma zdrowia. Musi być jakaś sprawiedliwość na tym świecie.

Reklamy

Read Full Post »

Rankiem przy okazji odkurzania rozwaliłem gniazdko w przedpokoju.
Później, w trakcie nieudanych prób archiwizacji zdjęć zalegających na moim kompie, zmarnowałem dwie płyty DVD.
Zanim wyszedłem z domu na spacer zdążyło się rozpadać. Chociaż i tak nigdzie za bardzo bym się nie nachodził. Stopa – w tydzień od wypadku – nadal boli.
Ogólnie jest do dupy bardziej niż zazwyczaj.

Redakcja tekstu z 2013.09.02
Przedruk z Onetu, blotka 1423. Soboty przestały mi sprzyjać?
(razem z 19 komentarzami)

Read Full Post »

Rankiem przy okazji odkurzania rozwaliłem gniazdko w przedpokoju.
Później, w trakcie nieudanych prób archiwizacji zdjęć zalegających na moim kompie, zmarnowałem dwie płyty DVD.
Zanim wyszedłem z domu na spacer zdążyło się rozpadać. Chociaż i tak nigdzie za bardzo bym się nie nachodził. Stopa – w tydzień od wypadku – nadal boli.
Ogólnie jest do dupy bardziej niż zazwyczaj.

Read Full Post »

Czytam.
Netuję.
Usiłuję nie czekać.
Majster milczy.
    – To on miał do ciebie telefonować? – zastanawia się babka. – Czy ty miałeś się dowiadywać, kiedy zaczniecie prace? Bo to już prawie koniec marca.
    – Będzie mnie potrzebował, to zadzwoni.
Albo od razu się pojawi, bez uprzedzenia.
W sumie żadna różnica.

Read Full Post »

Sobota.

W ferworze przedwyjazdowych przygotowań rozwaliłem palec u nogi. O otwarte (lekko uchylone) drzwi łazienki. Nie wiem jakim cudem – grunt, że palec zbiłem na fest. Czy może wręcz połamałem? Pięć dni już minęło, a opuchlizna ze stopy nadal nie schodzi.


Niedziela Wielkanocna.

Dzień zacząłem tradycyjnie – od rezurekcji. Chociaż w połowie drogi do kościoła miałem chwilę zwątpienia. Wiedziałem, że na miejsce uda mi się dokuśtykać, ale zacząłem żywić obawę, czy dam radę wrócić. Dałem.
Po mszy było równie tradycyjne śniadaniowe obżarstwo przeciągnięte aż do obiadu. A pod wieczór – nowa świąteczna tradycja? – rozłożył mnie ból głowy.


Poniedziałek.

Rankiem ściągnęła bratowa z Kunegundą. Zastanawiałem się na poważnie, czy w ogóle wychodzić z pokoju straszyć dziecko niezwyczajne stryjka. Szczęściem siostrzenica przestała już uderzać w płacz na sam mój widok (jak niedawno wyjaśniała matce „On jest taki duży, ze ja się go boję”). A po kilku godzinach wizyty oswoiła się ze mną na tyle, że spokojnie wybraliśmy się do lasu na dłuższy spacer.


Wtorek.

Babka chciała wracać do Kętrzyna już z samego rana, ale przetrzymałem ją na wsi do obiadu. A mogłem puścić ją samą. Nie musiałbym biegać wieczorem z awizo na pocztę, żeby odebrać przesyłkę od Czartogromskiego.

Środa.

Rano wyskoczyłem do sklepu po chleb. Resztę sennego dnia spędzam w domu, oszczędzając nadwyrężoną stopę.

Read Full Post »

  

Read Full Post »

Upiekłem sernik.

Read Full Post »

Older Posts »