Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2008

W ramach akcji „Niech nas zobaczą” pokazano na billboardach w kilku polskich miastach uśmiechnięte męskie i żeńskie homoseksualne pary (ubrane od stóp do głów i trzymające się za ręce). To jest nachalność? To czymże są pocałunki np. prezydenta z prezydentową rejestrowane przez kamery telewizyjne i pokazywane w głównym wydaniu wiadomości? Jest na to w ogóle określenie w polskim języku?

Mariusz Kurc, Kto się obnosi?

Mrozi niezgorzej. I wieje, przez co jest podwójnie zimno.

+ + +

Po obiedzie wyszedłem na chwilę do miasta kupić styczniowy numer „Filmu” (wyczytałem na forum miesięcznika, że już jest dostępny) i kolejny odcinek przygód detektywa Monka.
Dobrze, że nałożyłem grubą, zimową kurtkę.
– I kto miał rację!? – babka triumfowała, gdy po powrocie do domu powiedziałem, jak zimno na dworze. – Powinieneś mi teraz podziękować, że kazałam ci się cieplej ubrać.
– Jasne, by tylko babcia chciała żeby ją chwalić na okrągło! Nie ma tak dobrze.

+ + +

Czytam niespiesznie „Chłopca z Włoch” Philippa Bessona.
W związku z uczynieniem przez pisarza jednym z narratorów trupa, miałbym do autora pewne zastrzeżenie natury technicznej.
Luca opowiada przez długi czas o tym, co widzi, o ruchu wokół jego ciała, od wyłowienia zwłok z rzeki, aż do momentu zakrycia trumny wiekiem. Tyle, że nieboszczykom zamyka się przecież zwyczajowo oczy. Jak więc zobaczył to, co zobaczył?
Wpadka irytująca tym bardziej, że można było jej łatwo uniknąć, ograniczając się w trupiej relacji do wrażeń słuchowych i węchowych. I byłoby doskonale.

Redakcja z 2013.05.24
Przedruk z Onetu, blotka razem z 14 komentarzami

Read Full Post »

Jestem chory.

+ + +

– Nie zamierzasz dziś w ogóle wstawać? – zainteresowała się o trzynastej babka.
– Najchętniej. – wychrypiałem, wystawiając na chwile głowę spod kołdry
– Jak uważasz. – babka nawet nie zauważyła, że z moim głosem jest coś nie tak. – Idę teraz na chwilę do Płażewiczów [znajomi babki z drugiego końca bloku] zobaczyć, jak im się żyje w nowym roku.
Wróciła po dwóch godzinach z nietkniętą karafką wiśniówki.
– Płażewicz leży chory, żona bańki mu postawiła. Nie odzywał się w ogóle. Nie było z kim wypić. – wyjaśniła.
– To naleję teraz babci kieliszek martini. – zaproponowałem.
– Możesz nalać.

Redakcja tekstu z 2011.02.17
Przedruk z Onetu, blotka 1363. 1/2008
(razem z 4 komentarzami)

Read Full Post »