Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2008

Przed wyjściem do sklepu wolałem się upewnić.
    – Kupić po jednym pączku?
    – Po jednym? Chyba żartujesz? Jednego to się nawet nie poczuje. Kup po cztery. – zarządziła babka.
No i OK. Mogę się podtuczyć z zupełnie czystym sumieniem.

Reklamy

Read Full Post »

1385. Bez kompleksów.

Babka ogląda „Trędowatą” Hoffmana. Który to już raz? Co chwila z wyprzedzeniem anonsuje, co będzie się działo na ekranie i komentuje co smakowitsze sceny.
    – Podłoga taka ładna, jak u nas w kuchni. – podsumowała parkiety łańcuckiego zamku.

Read Full Post »

    – Już po śniegu. – skonstatowała babka, wyjrzawszy przez okno. – Deszcz popadał i po śniegu.
Po moim pobycie na wsi też. Chociaż akurat na powrót dzień wcześniej niż zakładałem pogoda nie miała najmniejszego wpływu.

Read Full Post »

1383. Na wylocie.

Panienka i wiedzieć o tym nie może, że ja na panienkę czasem patrzę i różne myśli przychodzą mnie do głowy. Słonko małego ptaszka nie widzi, jednakowoż on śpiewać zaczyna, kiedy ono wzejdzie, i nikt jemu tego zabronić nie może, bo choć on w niskim krzaku mieszka, ale swoje śpiewanie i swoją wolność ma!

Orzeszkowa Eliza – Nad Niemnem


Jest beznadziejnie.
Tulipany napełniają mnie niepokojem. Nie zdziwię się, jeśli nie dowiozę ich na miejsce i mama dostanie badylki zamiast kwiatków.

Zamiast szykować się do wyjazdu po śniadaniu zagadałem jeszcze do pana X. Rozmowa była przyjemna i sympatyczna, ale teraz jestem przygnębiony. Znajomość na odległość, z kimś z zupełnie innej ligi, kto nie zagląda nawet na mój blog (chociaż zna adres) – bez sensu roić sobie cokolwiek w takiej sytuacji. Życie to nie powieść Orzeszkowej.

Dobra – biorę się za pakowanie.

+ + +

Do środy najprawdopodobniej nie będzie mnie w sieci.

Read Full Post »

1382. Kwestia gustu.

Wygolone do zera fiuty są paskudne, pedalskie takie paskudy.

(Sojuz, FORUM: Jak sobie golić kutasa.)


Babka skrytykowała bukiet ledwo wszedłem do mieszkania. Nawet nie zdążyłem jeszcze ściągnąć papieru.
    – Taki duży… – mruknęła.
    – Zaraz polecę i kupię drugi – z jednego kwiatka. – warknąłem, wieszając mokrą (prawie przez cały dzień pada) kurtkę.
Babka nie zwróciła na to najmniejszej uwagi zajęta kontestowaniem doboru kwiatów.
    – Co to – tulipany? A nie… jakieś róże. Trzy… i jeszcze tu cztery… Po co tak dużo? A goździków nie było?
    – Nie było.
    – Trzeba było poszukać w innej kwiaciarni.
    – Trzeba samej było iść do miasta. Najłatwiej krytykować.
    – Ja krytykuję?! – oburzyła się babka. – Ledwo żywa stoję na nogach!
    – Dobrze. Już nic nie mówię.
    – Ja się tylko martwię, żeby kwiaty do jutra dostały. – babka rzuciła pojednawczo.
Właściwie też się trochę martwię, bo mamy 25 stopni w mieszkaniu. Amarylisowi nic się nie stanie, ale róże mogą się za bardzo rozwinąć. Trzeba było jednak przełożyć kupno kwiatów na jutro, jeszcze bym zdążył przed wyjazdem na wieś.

Read Full Post »

    – Kładzie się babcia?
    – Tak. Wystarczy już. Lektury i wszystkiego. – stwierdziła babka. – Dziesiąta to dobra pora, żeby wylądować w łóżku.
I zrobiła, jak powiedziała.
A ja pewnie znowu będę siedział przy komputerze do drugiej w nocy.

Read Full Post »

    – Chleba na dzisiaj wystarczy? – spytałem
    – Będzie na dwie, trzy kanapki. Akurat na śniadanie.
    – Aha, to zaraz pójdę kupić bochenek.
    – Gdyby nie chleb w ogóle byś nie wstał?
    – W ogóle. – potwierdziłem na odczepne.
    – I do czego to doszło! – westchnęła (ciut teatralnie) babka – Oboje jesteśmy do niczego. Ja ze starości, a ty?

Read Full Post »

Older Posts »