Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 2007

Niedziela była do bólu zwyczajna, dzielona prawie po równi między komputer, książkę i telewizję.
Pinokio do obiadu był niedostępny więc sklikałem się z Enlilem i Xeonem. Marcin podrzucił mi kilka swoich fotek mających świadczyć o tym, że ostatnio mu się przytyło. Niestety nadal nie mogę sprawdzić Martinowych słów, przekonać się, czy – niczym Afrodyta – chłopak zasługuje na przydomek Kallipygos.
Zamiast po kolejną książkę z pedalskim wątkiem (na stercie czeka nowy Witkowski i reklamowana przez Żurawieckiego „Matka Boska Płatnych Zabójców”) sięgnąłem po nagrodzoną w tym roku Zajdlem powieść Jarosława Grzędowicza. „Popiół i kurz” czyta się wartko, z prawdziwą przyjemnością. Ale czy w 2006 roku naprawdę nie ukazała się żadna polska książka bardziej zasługująca na nagrodę fandomu?
Wieczorem siłą przyzwyczajenia obejrzałem dwa kolejne odcinki „Skazanego na śmierć”. Ani akcja mnie wciąga, ani pociąga główny (czy którykolwiek inny) bohater. Nie wiem czy wytrwam przy serialu do końca tego sezonu
A jutro poniedziałek i powrót do pracy. Nawet nie chcę mi się o tym myśleć.

Reklamy

Read Full Post »

    – Higiena na trzy? No ładnie! Nigdy nie była z babci zbyt wielka czyścioszka. – zażartowałem, odstawiając na półkę teczkę z papierami.
    – A co oglądasz? – zaciekawiła się babka. – Moje świadectwo z podstawówki?
    – Nie, z kursu.
    – A czego się spodziewałeś po dziewczynie z wioski? – babka dostosowała się do lekkiego tonu rozmowy. – Ale nogi myłam codziennie.

Read Full Post »

                                               Z pamiętnika robola. Piątek.
6-9:50 G.
Kończymy krycie dachu na garażu. Majster przybił kilka desek, rozwinęliśmy półtora rolki papy. Przed ósmą nie było już co robić.
    – Parz kawę. – zaordynował pan K. – Chyba trzeba będzie zjeść śniadanie.
    – Zdecydowanie. – przytaknąłem (w sumie grzecznościowo). – Nie ma sensu zawozić kanapek z powrotem do domu.
Przed dziewiątą pojawił się Kosmaty, a chwilę później rodzice Marii. Zaczęło się zastanawianie nad dalszymi krokami budowlanymi i już wyglądało na to, że będziemy stawiać wiatę przy garażu. Ale majster, niezbyt zachwycony warunkami finansowymi przedsięwzięcia (tak mi się widzi, że to była główna motywacja pana K.), przekonał inwestorów (per procura rolę pełniła matka Marii), że będzie lepiej się z tym jeszcze wstrzymać.
    – Może zostanie jakieś drzewo z tego zamówionego na dach domu. – argumentował majster. – I będzie można zrobić większą wiatę, taką, że i samochód się postawi. Bo zwykłe zadaszenie, żeby było gdzie trzymać drewno do kominka, to Marek [inwestor] sam sobie zbuduje w każdej chwili.

+ + +

    – Już w domu? – babka zdziwiła się z mojego szybkiego powrotu z roboty. – A co to się stało?
    – Bo to tylko takie zawracanie głowy. – mruknąłem wieszając kurtkę. – Pracy było na godzinę, a siedzieliśmy na budowie przez trzy.
Od razu podejrzewałem podobny scenariusz.
W każdym razie sobota jest wolna. A w poniedziałek kładziemy płyty i skończą się przestoje. Chyba, że pogoda się zmieni i zamiast obecnego lata nastanie słotna jesień. Sam nie wiem, co by mi bardziej pasowało.

Read Full Post »

1298. Monotematycznie.

Netuję. Czytam. Czekam.
Telefon majstra przeszkodził mi w poobiedniej (czy też raczej wczesnowieczornej) drzemce.
    – Tak? – rzuciłem do słuchawki.
    – To jutro jedziemy – pan K. nie bawił się w żadne wstępy. – Bądź rano na zwykłym miejscu.
    – Przed szóstą? – upewniłem się.
    – Tak. Płyty będą prawdopodobnie w poniedziałek.
    – No to do jutra.. – zakończyłem rozmowę. A po odłożeniu słuchawki zacząłem myśleć.
Co będziemy w piątek robić na budowie, skoro strop ma być kładziony dopiero w przyszłym tygodniu? Znowu marnować czas bezsensownie czekając nie wiadomo na co? A może ja czegoś nie zrozumiałem? QRWA MAĆ! Jak to ciężko być frajerem, który nie potrafi zadbać o własne interesy!

Read Full Post »

Z pamiętnika robola. Środa.

4:50 Pobudka. W sumie nie wiem po co nastawiam budzik na tak wczesną godzinę. Po zrobieniu kanapek i wypiciu kawy przeważnie jeszcze przez kwadrans siedzę bezczynnie w kuchni zanim wyruszam na spotkanie z majstrem
5:55 Majster znów narzeka na stan dróg – tej konkretnej, po której jedziemy do G i ogólnie wszystkich krajowych szos. Ile razy można mówić to samo?
6:00 – 8:00 Wylewamy posadzkę (pierwszą warstwę) w garażu. Po skończonej robocie przerwa na kawę. Są jeszcze wafelki przywiezione przez Marię. Otwieram paczkę pierników. Na dworze ciepło, siedzimy na ławce przez b. kurnikiem – pełen luz.
8:30 – 9:30 Czekamy, aż będzie można siąść do drugiego śniadania. Majster myje samochód. Ja, żeby się czymś zająć, obstukuję i skrobię betoniarkę.
10:00 – 12:30 Czekania ciąg dalszy. Tym razem bez konkretnego celu. Jest tylko złudna nadzieja majstra, że może ktoś przyjedzie i może coś przywiezie. Oczywiście nie pojawił się nikt, transportu z materiałami (jest zapowiedziane drzewo na dach domu) też nie było. Zżymam się, ale siedzę cicho. Majster ględzi o polityce. Na apoteozę Kaczyńskiego i działań PiS-u też nie reaguję.
12:30
    – To jak teraz? – pytam przy pożegnaniu. – Co z czwartkiem?
    – Przedzwonię, jak będę coś wiedział konkretnego. – zapowiada majster.
    – Bo nie ma sensu siedzieć bezczynnie na budowie. – zauważam.
Czyli jutro znowu przestój – czekanie na płyty stropowe, żeby wyjść z domem nad parter i zabrać się za dach. Z jednej strony się cieszę z perspektywy wolnego. Z drugiej niepewność, ile to wolne może potrwać (tylko przez jutrzejszy czwartek, a może przez cały tydzień?) jest irytująca. Niczego nie zaplanuję, bo przecież po majstrze mogę się spodziewać, że z informacją o powrocie do pracy zadzwoni w ostatniej chwili, że poleci znanym tekstem „Za pół godziny po ciebie przyjadę”. Pinokio namawia, żebym się wreszcie postawił i kazał wtedy facetowi spadać, ale to nie w moim stylu, nie potrafiłbym wystawić majstra do wiatru.
13:00-15:00 Zabieram się za porządki w pokoju. Myje okno, odkurzam. W przerwach sprawdzam pocztę i klikam (przez moment) na GG z Anonimową Be.
15:00-23:00 Po obiedzie jest już tylko mało konkretne netowanie.
Chociaż nie, w zestawieniu z netowaniem innych dni dziś byłem wyjątkowo aktywny. Przy okazji przypominania o seansie w DKF-ie Subwersja pogadałem z Sojuzem o amerykańskim humorze. Z Kazisim miałem rozmowę o orce. Napisałem zaległego maila do Webera. Udzieliłem administratorskiego ostrzeżenia (ale i tak jestem za miękki i zupełnie nie sprawdzam się jako admin) na FORUM. Poza tym było oczywiście klikanie z Pinokiem. I odcinek „Przyjaciół” o 19:05 na TVN7 (akurat tego odcinka nie widziałem). 
I dzionek zleciał.

Read Full Post »

Z pamiętnika robola. Sobota.

6-17:20 G. Prace nad garażem w pełnym toku. Rano poprawiliśmy stary strop nad częścią gospodarczą. Później, w oczekiwaniu na krokwie, majster muruje szczyty.

Drewno na dach przywieźli dopiero o 15 (chociaż już o 10 zapewniali przez telefon Marię*, ze już się ładują na samochód). Wkurzyłem się, bo planowałem pomyć po pracy okna, a tymczasem majster przeciągnął dniówkę.

+ + +

Od kilku dni (zbiegło się jak raz z początkiem sezonu grzewczego w bloku) nie czuję się najlepiej. Zwłaszcza ból głowy, taki typowo odgorączkowy (nie wiem, czy mam temperaturę – nie chciało mi się mierzyć), daje mi popalić. Wieczorem zebrałem się i wyskoczyłem wreszcie do apteki po jakieś leki od przeziębienia. Farmaceutka poleciła rozpuszczalny Coldrex – paskudztwo, które ledwo zdołałem wypić. Jak to mówią (a przynajmniej Pinokio tak mówi) – im lekarstwo gorsze w smaku, tym skuteczniejsze – więc może do poniedziałku stanę na nogi?


________

* Inwestorowa. Twierdzi, że pamięta mnie z ogólniaka. Ja jej zupełnie nie kojarzę. Ale z tymi znajomymi, którzy się budują to normalnie jakaś plaga!

 

Read Full Post »

Z pamiętnika robola. Środa.

6-16:05 G Rano jest normalnie zimno. Mam pod kurtka wełniany sweter i bluzę, a i tak się nie przegrzewam.
Po konsultacjach z inwestorem i facetem od nadzoru zostawiliśmy w spokoju budynek mieszkalny (płyty na strop będą najwcześniej w okolicach środy) i ruszyliśmy z przebudową stojącego nieopodal kurnika na garaż. Majster jest szczęśliwy – przy takim układzie nie grożą już nam żadne przestoje i dni bez roboty. Chyba, że zadziała siła wyższa w postaci deszczu. Ale pewnie wtedy i tak będzie się czekało na budowie, aż przestanie padać.

+ + +

Wieczorem odebrałem na poczcie kolejną przesyłkę z Merlina. Nie wiem zupełnie kiedy znajdę czas na przeczytanie tych wszystkich książek, które kupiłem do tej pory. A z drugiej strony i tak żałuję, że zostałem przelicytowany na Allegro. Trzy tomiki Przybory (w tym pierwszy wybór z „Kabaretu Starszych Panów”) za 31 złotych to okazja jakich mało.

Read Full Post »

Older Posts »