Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Czerwiec 2007

Załatwiłem sobie kolejny palec – tym razem u lewej dłoni. Chwila nieuwagi (czy też bardziej brak refleksu) podczas kładzenia płyt stropowych i lekko zgniotłem kciuk. W sumie miałem sporo szczęścia, bo obrażenie jest niewielkie (nawet już mogę ruszać paluchem), a mogłem zostać w ogóle bez kciuka.
    

Reklamy

Read Full Post »

1233. Krótko?

Ranek powitał mnie cudowną pogodą – deszczem i zimnym wiatrem. Majster rad nie rad musiał zrewidować swoje robocze plany. Chciał szalować klatkę schodową na budowie numer jeden, ale przy wodzie lejącej się ciurkiem z nieba nie dałoby się korzystać z elektrycznej piły. Pojechaliśmy na budowę numer dwa. Tam płyty stropowe nad parterem zapewniały nam osłonę od deszczu. Pod takim dachem można było zająć się wiązaniem zbrojenia.
Do domu wróciłem o 15:35. Już od drzwi zauważyłem sporą paczkę na stoliku w przedpokoju. Wiedziałem od razu, że to moje książki zamówione w Latarniku W niedzielę skusiła mnie promocyjna cena tomów „Leksykonu filmowego na XX! wiek” tandemu Kałużyński&Raczek. Od dawna nosiłem się z myślą, by uzupełnić swój księgozbiór o to pięciotomowe wydawnictwo, ale cena w księgarni (ok 35 zł za wolumin) była zaporowa. Co innego obecne 18,90 zł za egzemplarz.
    – Nie wiadomo kiedy tyle książek przeczytasz. – zauważyła babka, gdy rozłożyłem się na stole ze swoim nowym zakupem.
    – Babcia będzie je czytała. – zażartowałem.
    – Oczy mnie bolą. Kiedyś czytałam i to chętnie. A teraz nawet dobrych okularów nie mam.
Faktycznie – powinna jak najszybciej wybrać się do okulisty sprawdzić, czy nie musi zacząć nosić mocniejszych patrzałek. Ja zresztą też.
Wieczór był tradycyjnie czwartkowy – z dwoma paczkami chipsów przy dwóch odcinkach „Herosów”.

     

Read Full Post »

Praca do dwudziestej.
    – A co dzisiaj tak krótko? – zdziwiła się babka.
    – Krótko? To ma być krótko?
    – Przyzwyczaiłam się już że wracasz o wiele później.
Przez godzinę rozmawiamy o tym i owym. Głownie o rodzinnych tajemnicach, których mama (była przed południem w mieście) jeszcze nie zdążyła wyjawić babce (rzeczy typu powrot braciszka pod rodzinny dach).
Po kolacji zanurzam się w wannie. Prawie na godzinę. Dopiero „Co tak długo się kapiesz?” zaniepokojonej babki skłoniło mnie do wyjścia z wody.
    – A co? Czas mi babcia mierzy?
    – Zawsze szybciej kończyłeś się myć.
Bo przeważnie chciałem coś jeszcze zrobić więc się spieszyłem.
Padam już przed 23, po niespełna godzinie netowania i walki z coraz większą sennością.
   

Read Full Post »

Jest chłodnawo i deszczowo. Niestety opady mamy za mało intensywne, by majster zdecydował się zrezygnować z pracy. Na to potrzeba urwania chmury?

Godz. 5:30-13:30 NW. Tynkowania i murowania ciąg dalszy. Tuż przed fajrantem przylało dokładnie. Przemokłem prawie doszczętnie. Mam nadzieję, że obejdzie się bez przykrych konsekwencji.

Godz. 14:00-20:22 S. Kończymy szalować schody.

Wieczorem sprawdzam pocztę (wczoraj już w czasie obiadowej przerwy odpaliłem kompa) – maila brak. Cóż… Widać mój mail nie wymagał żadnej reakcji. Albo nie dotarł do adresata. Albo adresat jest bardzo zajęty i nie ma czasu na korespondencję. Zresztą nie powinienem oczekiwać, że będzie mu się chciało odpisywać.

    

Read Full Post »

Co do pracy, to nadal kiszę się na starych śmiechach. Marzy mi się żeby złożyli mi wymówienie, bo sam chyba nie potrafię zebrać się do kupy i znaleźć coś nowego

(Xeon, Cholerny blog. 2007.06.25)

Wstaję niewyspany, w nieciekawym nastroju wywołanym perspektywą całego tygodnia harówy na budowie. Przeliczenie wypłaty nie poprawia w najmniejszym stopniu mojego nastawienia.

    „Ale w końcu wiedziałem czego się mogę spodziewać. – myślę ponuro. – Jaka praca taka płaca. Skoro majster na tyle wycenia moją pomoc widać więcej warta nie jest.”

Babka patrzy tylko z politowaniem, gdy mówię ile zainkasowałem. Tym razem litościwie darowała sobie tekst, że siedzi w domu i nic nie robi, a listonosz co miesiąc przynosi jej więcej.

    – A ile majster sobie zostawił? – chce tylko wiedzieć.

    – Nie mam pojęcia. – kłamię w żywe oczy. Gdybym powiedział prawdę babka nie dała by mi spokoju.

Może spytaj tego człowieka, któremu budujecie dom. Powinniście się dzielić po połowie. Może majster nic nie robi tylko dyryguje, a ty się zamęczasz?

    – Nie, majster sam wszystko robi. Ja tylko pomagam.

    

Read Full Post »

1229. Niedziela.

Było normalnie: komputer, książka, trochę telewizji.

Przed obiadem wyskoczyłem na chwilę w miasto, nawet nie tyle zrobić zakupy, co przejrzeć prasę na stoisku w Biedronce. Że złapał mnie w sklepie deszcz musiałem zabawić na miejscu dłużej i skusiłem się na „Psie lata” Grassa. Nie ma co się czarować – jestem uzależniony od kupna książek.

Wieczorem dałem już sobie spokój z wyjściem na cygański koncert uświetniający kętrzyńskie obchody świętojańskiej nocy. Wystarczy mi wczorajszy falstart. Zasugerowany warszawskimi „Wiankami” byłem przekonany, że i u mnie impreza jest w sobotę i przed dwudziestą drugą wyszedłem z domu. Dziś opcja spokojnego wieczoru przy komputerze okazała się atrakcyjniejsza.

     

Read Full Post »

Dzionek w wersji light.

Godz. 5:30-14:05 NW.

Przez trzy godziny czekamy aż przestanie padać. Później jest śniadanie i dopiero po bierzemy się do pracy. 

     Powoli kończymy zamykanie ścian piwnicy. Jeszcze dwa, trzy dni (plus terminowa dostawa materiału) i fundamenty będą gotowe do położenia stropu.
Godz. 14:05-14:25 Na obiad jest pomidorowa. I makowiec.
    – Tym razem ja pozwoliłam sobie zaszaleć. – stwierdziła babka. – I moje ciasto jest o wiele lepsze niż to, które kupiłeś ostatnio.
Jasne, starsza pani nie przepada za kremami, więc nie była zachwycona wtorkowym (a może to było w środę?) ciastem kokosowym.

Godz. 14:45-17:35 S.

Kawa, godzina przygotowań terenu (uprzątnięcie szalunków, postawienie kilku stempli) do położenia płyt stropowych (to już jutro). Reszta czasu spędzonego na budowie to rozmowy majstra z Damianem na temat kanalizacji.

Read Full Post »

Older Posts »