Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Lipiec 2006

0912. Falstart.

Było fajnie obudzić się dopiero po czwartej.

Niespiesznie przygotowałem kawę i nawet przez dłuższą chwilę posiedziałem w kuchni nad książką.

Jak się człowiek wyśpi nawet perspektywa dziesięciu godzin pracy nie wydaje się taka straszna.”

Niestety majster zaraz po powitaniu sprowadził mnie na ziemię.

    – Wstałem rano, wyjrzałem przez okno… – zaczął – O czwartej jest już całkiem jasno. Możemy jeszcze przez tydzień czy półtora jeździć do pracy na czwartą.

No i wszystko.

Nie zdziwię się jeśli te półtora tygodnia rozciągnie się na cały sierpień.

Wieczorem muszę pamiętać żeby nastawić budzik na trzecią.

     

Reklamy

Read Full Post »

Telefon zadzwonił w czasie obiadu. Babka – zajęta oglądaniem “Bezludnej wyspy” – nie ruszyła się z pokoju. Odebrałem.

    – Słucham.

    – Dobrze, że cię zastałem. – w słuchawce rozpoznałem głos majstra. – Jutro może umówimy się na później? Na piątą. Teraz o trzeciej już było za ciemno by pracować. I mam gości z Niemiec.

    – Dobrze – przytaknąłem skwapliwie propozycji. – To będę czekał o piątej.

    – To na razie.

Wreszcie!

Koniec z niedosypianiem!

Koniec z pobudkami o 2:15!

Czwarta to jeszcze też dość wczesna pora, ale już nie tak barbarzyńsko, da się wytrzymać.

      

Read Full Post »

0910. Mam wolne!

Jeden dzień dla siebie – tak mało, że wręcz nie wiadomo, do czego najpierw rękę przyłożyć. Na razie pogrążam się w midsomerskim świecie zbrodni. Czytam “Śmierć w przebraniu” delektując się różnorodnymi smaczkami.* Przez ostatni tydzień inspektor Barnaby czekał – w odłożonej książce – z rozpoczęciem przesłuchań świadków morderstwa. Z obecnym tempem lektury kryminału może mi wystarczyć do końca sierpnia. Straszne.

___________________

* Rozbawiło mnie “Jest wstrętny! Świeci się od potu, cały obrośnięty czarnymi, sterczącymi, długimi włosami. Nawet jego kutas jest owłosiony: ciemny i gładki jak szczur.” w opisie jednego z bohaterów.

     

Read Full Post »

Nic nie wyszło z mojego nocnego netowania. Wieczorem obejrzałem jeszcze odcinek “Star Trek: Enterprise” (do tego jednego ogranicza się ostatnio moje oglądanie TV. W ciągu tygodnia od czasu do czasu mam jeszcze Teleexpress) i padłem po krótkiej chwili przed monitorem.

A w pracy koniec roboty na dachu. Kilka minut po szóstej majster położył ostatni kawałek papy i przybił ostatniego gwoździa. Pasowałoby powiesić wiechę, ale pan K. nie bawi się w podtrzymywanie takich budowlanych obyczajów.

    

Read Full Post »

Od 3 do 16 nic tylko deski, gwoździe i papa. Ale że deskowanie dachu posuwa się dziś bez żadnych problemów, nawet przedłużony czas pracy za bardzo mnie nie ruszył. No i piła motorowa okazała się w użyciu mniej niebezpiecznym narzędziem od zwykłej piłki do drewna (nadal noszę plaster na lewym kciuku). Chociaż i tak za każdym razem gdy uruchamiam maszynę stają mi przed oczami krwawe scenki z Happy Tree Friends.

    

 

Read Full Post »

Mam już serdecznie dość pracy na budowie. Z obecnym kryciem dachu. Z czekającym mnie przybijaniem papy. Z nieustannym ględzeniem majstra jaka to fajna rzecz, tak spędzać w robocie całe dnie.

Chciałbym się wreszcie porządnie wyspać i znów móc nic nie robić. Zdecydowanie pasożytniczy tryb życia jest tym, co odpowiada mi najbardziej.

Wiem – teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie żebym po rozliczeniu poddasza powiedział majstrowi “żegnam”. Teoretycznie. W praktyce brak mi dość odwagi (?) żeby otwarcie powiedzieć, że nie chce mi się pracować.

    

 

Read Full Post »

0906. Środa.

Budzik wyrwał mnie ze snu o 2:15. Zwlokłem się z wyra, wypiłem kawę, usiadłem w pokoju (na kanapie,) żeby poczekać wygodnie, aż przyjedzie po mnie majster… i zasnąłem. Nocna (wieczorno-nocna) rozrywka i dzienny ostry zapieprz to nie jest zbyt dobre połączenie.

    

Read Full Post »

Older Posts »