Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Czerwiec 2006

To był dobry dzień. Zdecydowanie.

W pracy ciężka harówka przy betonowaniu – ale po szalowaniu i skręcaniu uzbrojenia przydała się jakaś odmiana. Zresztą lubię takie bezmyślne zajęcia. Szufla, betoniarka, taczka, zaprawa wyciągiem na górę – zapętlona sekwencja. Trochę na słońcu – trochę w cieniu rzucanym przez budynek. Nawet się nie obejrzałem jak minęło południe.

Po trzynastej majster wymiękł. Akurat wdrapałem się na strop zobaczyć jak idzie wylewanie wieńców i przysiadłem na chwilę wystawiając nogi na działanie promieni słoneczny (łydki z tyłu mam już porządnie opalone – a z przodu prawie w ogóle).

    – To co? Chyba skończymy na dzisiaj? – spytał pan K. – Widzę, że też już jesteś zmęczony.

Akurat! Mógłbym spokojnie pociągnąć robotę do 15. Ale oczywiście nie powiedziałem nic w ten deseń.

    – Możemy skończyć. – przytaknąłem.

W domu byłem przed 14.

    – Co dziś tak szybko? – zdziwiła się babka. – Coś się stało?

    – A czy musiało się zaraz coś stać? Po prostu wcześniej skończyliśmy i już.

    – W pokoju leży jakaś przesyłka do ciebie. Z Gdańska.

Od razu wiedziałem, że to zapowiadane książki od Kazisia. Szybko otworzyłem kopertę by nacieszyć się ciężarem (na razie tylko na tyle mogę sobie pozwolić – lektura musi poczekać do przyszłej niedzieli) nowego kryminału Caroline Graham i sprawdzić, czy w egzemplarzu “Śmierci w przebraniu” dla mnie jest obiecana dedykacja. Była. Podwójnie miły gest. Fajnie jest dostawać takie prezenty.

Przed kąpielą wyskoczyłem jeszcze do kiosku kupić lipcowy “Film”. Już szybkie przejrzenie zawartości – by sprawdzić stopień użurawieckowienia – pozwolił uznać numeru za jeden z lepszych w tym roku.

Babka nie miała czasu przygotować obiadu, więc zjadłem tylko kukurydziane płatki na mleku i włączyłem komputer. Pogadałem chwilę ze znajomymi, zajrzałem w parę miejsc, coś tam napisałem, odpowiedziałem na komentarze, a gdy już miałem się zabrać za pisanie blotki ogarnęła mnie taka senność, że nie miałem wyjścia – musiałem się położyć. “Godzinka drzemki postawi mnie na nogi” pomyślałem. Zaciągnąłem story, przykryłem się prześcieradłem… i obudziłem tuż przed północą.

    

Reklamy

Read Full Post »

W pracy jestem 12 godzin. Do tego doliczyć trzydzieści minut rano na przygotowania i drugie – po powrocie z budowy – na kąpiel i obiad. Sen – 8 godzin. W mieszkaniu trzeba czasem posprzątać, wyskoczyć po jakieś zakupy. Jak podliczyć wszystko wychodzi na to, że na moje sprawy (waham się między “na normalne życie” a “na przyjemności”) nie zostają mi nawet 3 godziny.

Poklikam chwilę z Pinokiem, odpiszę na maile (dobrze, że tylko z jedną osobą prowadzę regularną korespondencję) – nie wystarcza mi już czasu na sklecenie blotki (w sumie żadna strata – zastanawiające, że komukolwiek się jeszcze chce tu zaglądać i czytać te budowlane smęty).

Wyskoczę do miasta (np. tak jak wczoraj w poszukiwaniu “Przyjaciółki” z kolejnymi częściami “Dumy i uprzedzenia”), obejrzę film w telewizji – na netowanie zostaje mi godzina (akurat żeby zajrzeć na HP, zorientować się co nowego znajomych i pogadać z P.)

“Kobieta do zjedzenia” leży nietknięta od niedzieli. Rośnie sterta czasopism do przeczytania.

Nie wyrabiam się.

    

Read Full Post »

No i mam już “Dumę i uprzedzenie” w komplecie. Okazało się, że serial jest wydany na 5 płytach (oryginalnie w TV było emitowanych 6 odcinków) ale sądząc z obejrzanych fragmentów (nie odmówiłem sobie przypomnienia sceny, gdy Lady Catherine de Bourgh nawiedza Longbourne) nie było żadnych skrótów, tylko inaczej podzielono całość materiału.

  

Teraz tylko zostało mi znaleźć trzy wolne godziny i zrobić sobie ekstra seans.

A za tydzień do “Przyjaciółki” ma być dołączony kolejny tytuł z “Kolekcji Jane Austen” – miniserial BBC (1981) “Rozważna i romantyczna”. Będzie okazja by skonfrontować produkcję z późniejszą (1995) ekranizacją Anga Lee & Emmy Thompson.

    

Read Full Post »

Pracuję nad letnią opalenizną. Przez ostatnie dwa dni plecy spiekłem na czerwono. W domu muszę po kąpieli smarować skórę łagodzącym balsamem.
Na budowie robota posuwa się powoli do przodu. Kończymy szalowanie i skręcamy zbrojenie.
Majster znów przeciągnął dniówkę (czort wie po co) do 15. Na jutro będę musiał wziąć dwa lity kawa, bo jedna butelka na 12 godzin pracy to zbyt mało.

    

Read Full Post »

Praca.
Kąpiel.
Obiad.
Drzemka.
Zamiast wieczornej chwili netowania – burza i ból głowy (w mieszkaniu pozamykane wszystkie okna – nie ma czym oddychać).
Jutro pobudka o 2:30.

    

 

Read Full Post »

0882. Niedziela.

Odpoczywam.
Wieczorem wyciągnąłem babkę na krótki spacer – w dzień było zbyt upalnie.

Staram się nie myśleć o poniedziałku. Ponoć ma być jeszcze cieplej niż dziś.

    

Read Full Post »

Pobudka o 4. Powrót z pracy po 15. Zdążyłem jeszcze (zdążyłem tylko) odprowadzić rodziców na przystanek. Rozmowy było tyle, co w czasie drogi i przez pięć minut czekania na autobus.

    – To już miałeś jakąś wypłatę. – chciał wiedzieć ojciec.

    – Dopiero jak skończymy parter i majster rozliczy się z właścicielem.

    – Babka coś mówiła, że majster bardzo cię chwali.

    – Wiedziałem, że będzie powtarzała to na prawo i lewo. – mruknąłem.

Facet kilka dni temu wpadł do nas na krótką pogawędkę i zaserwował babce kilka głodnych kawałków (“Może być pani zadowolona z wnuka. Sam wie co trzeba robić. Inny to tylko czeka aż mu pokazać palcem, a on..” bla, bla, bla).

    – Pewnie, że jest zadowolony, skoro ma pomocnika, któremu nie musi płacić – ojciec się roześmiał. – To zarobisz ze sto złotych?

    – Daj już spokój. – przerwała zniecierpliwiona mama. – Ile zarobi to zarobi.

Tu powinno nastąpić jakieś podsumowanie – Pinokio zawsze mnie o to męczy, gdy podsyłam mu swoje teksty do pierwszego czytania – ale przy sobocie odpuszczę sobie. Zwłaszcza, że pan P bawi się teraz w Warszawie na Wiankach, więc nie ma kto na mnie wywrzeć presji. U mnie też była jakaś impreza świętojańska na stadionie – zadowoliłem się obejrzeniem (z balkonu) pokazu sztucznych ogni.

Dobra, idę posiedzieć trochę przed telewizorem. “Lepiej niż w książce” (Stranger Than Fiction) w opisie wygląda na całkiem ciekawy film.

    

Read Full Post »

Older Posts »