Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2006

Dziś było krótko. O czternastej zabrakło materiału – właściciel nie przywiózł na czas suporeksu i nie było z czego stawiać ścian. Więc gdzie tu sens w rozpoczynaniu pracy o 6? Ale skoro majster ma taką wolę… nic mu nie mówię. W ogóle prawie się nie odzywam do faceta. On coś tam gada, ja taktycznie potakuje, chociaż nie słucham (inaczej – wpuszczam jednym uchem, a drugim wypuszczam, bez angażowania szarych komórek na zrozumienie tekstu). Jeśli pytam o cokolwiek, czekam najpierw na nawiązanie kontaktu wzrokowego. Gość jest głuchy jak pień. Teoria, że czyta z ruchu warg wydaje mi się coraz bardziej prawdopodobna.

+ + +

Nauka na dziś – zamiast szorować piaskiem do krwi ręce ubrudzone w jakimś lepikopodobnym paskudztwie, lepiej na spokojnie wyczyści je w domu masłem czy margaryną (ogólnie – czymś tłustym).

    

Reklamy

Read Full Post »

Po dniu przy betoniarce do domu wróciłem (ok.15:30) zmordowany jak cholera. Nie wiem ile przerzuciłem ton piachu i cementu, ale było ciężko. Zwłaszcza, że pojechałem do pracy niewyspany. Majster znów zrobił mi telefoniczną pobudka – o 4:45! Nic dziwnego, że z facet nie znalazł lepszego pomocnika niż ja. W końcu nie każdy żyje samą pracą… i kładzie się spać tak jak on – już o 19.

Prawie godzinę spędziłem w wannie, w gorącej kąpieli. Dopiero natarczywe przypominanie babki, że obiad stygnie zmusiło mnie do wyjścia z wody. Zjadłem, wypiłem herbatę, poczytałem chwilę tomik Białołęckiej… i padłem.

Babka – mimo niemrawych “Nie trzeba!” z mojej strony – troskliwie przykryła mnie kocem. Niestety nawet tę drzemkę musiał mi przerwać telefon od majstra. Jutro… O cholera! Zapomniałem o której się umówiliśmy na jutro! Na 5:50? Na wszelki wypadek nastawię budzik na piątą.

+ + +

    – Jest takie litewskie przysłowie – “Dużo będziesz chciał – mało będziesz miał”.

    – Ale ja nic nie chcę. – mruknąłem.

    – No jak to – nie chcesz? A przy komputerze byś siedział bez umiaru. – babka wsiadła na ulubionego konika. – Czyli chcesz jak najwięcej czasu spędzać przed monitorem.

Fakt. Nie pomyślałem o podobnej interpretacji.

    – Ale dziś to połóż się wcześniej. Nie siedź po nocy przed komputerem. Do 22 i wystarczy. Jak się nie wyśpisz, to nie będzie z ciebie żadnego pożytku w pracy.

     

Read Full Post »

Zaczęło padać wieczorem i lało (mniej czy bardziej intensywnie, ale prawie bez przerwy) przez całą noc.
O 5:30 wyciągnął mnie z łóżka sygnał telefonu.
    – Tak? – mruknąłem zaspany do słuchawki.
    – Dzisiaj nic nie wyjdzie z naszej pracy – usłyszałem z drugiej strony głos majstra. – Możesz wracać do łóżka i dalej spokojnie spać. Jeśli pogoda się poprawi zajadę po ciebie jutro rano, tak jak się umawialiśmy, na 6:30.
    – Aha. To na razie.
Wyłączyłem budzik i położyłem się.
Sen nie wrócił tak od razu. Jeszcze zdążyłem zauważyć, że przestaje padać i zza ciemnych chmur wygląda słońce.

Do południa było dość chłodno – słońce to wychylało się to chowało za granatowymi chmurami, ale nie spadła nawet kropla deszczu.

    

Read Full Post »

Za oknem zimno, ciemno, mokro – pogoda bardziej listopadowa niż majowa.
    – Całe szczęście, że tam nie pada tam deszcz. – zauważyła babka, z przejęciem oglądająca pożegnanie papieża.
    – Dla mnie mogłoby wiać i lać jak z cebra. – mruknąłem pod nosem.
    – Bo ty jesteś wredny. A ja bym chciała, żeby i dla mnie i dla innych było dobrze.
Taaa… A ja bym chciał, żeby B16 wreszcie odleciał, a babka odkleiła się od telewizora.

Spędzanie dnia w kuchni to dla mnie żadna frajda. Jasne, w lekturze to nie przeszkadza (chociaż wygodniej by mi się siedziało w pokoju na kanapie), ale jestem odcięty od komputera.

    

Read Full Post »

Od rana jadę na tabletkach od bólu głowy. A babka na telewizyjnej transmisji z pobytu B16 w Polsce. Po śniadaniu ewakuowałem się na dwie godziny do biblioteki (byłbym dłużej, ale sobotami zamykają już o 15). W ciszy i spokoju przejrzałem pół rocznika (2005) “Przekroju”. Z perspektywy czasu jakoś wszystko inaczej wygląda. Po roku nawet zdjęcie toples Żurawieckiego przy recenzji z “Trzech panów w łóżku…” już tak nie bulwersuje.

Gdy wróciłem babka kończyła smażyć naleśniki.

    – Tak jakbyś wyczuł, że już można przychodzić do domu. – zauważyła. – A Benedykt XVI podobno też bardzo lubi naleśniki. Tak gdzieś pisało. Ale nie ma najmniejszych szans żeby przyjechał na moje.

Puściłem tekst mimo uszu. Szybko zjadłem, jeszcze szybciej odkurzyłem w pokoju (bo babka już czekała żeby włączyć telewizor na “Ranczo”) i znów wybyłem z domu.

Poszedłem na cmentarz podlać aksamitki (chociaż w nocy padało).

Ból głowy i babka przed telewizorem to zbyt wiele jak na jeden raz.

    

Read Full Post »

Moje wrażenia po dzisiejszym dniu na budowie wahają się pomiędzy – “Gówniana praca za dziadowskie pieniądze”, a “Miły dzień na świeżym powietrzu.” Nie powiem, żebym się namęczył. Nie połamałem się, ani nie zabiłem. Z niczego nie spadłem, ani nie skaleczyłem tak, by trzeba było wzywać pogotowie. To mogę zapisać po stronie sukcesów. Z drugiej strony nadal nie mam zielonego pojęcia, jakie będą profity z mojego wysiłku. Niczego nie ustaliłem przed, nie spytałem w trakcie. Strona finansowa – całkowita enigma.

Majster, który jesienią robił remont w naszej kuchni, potrzebował pomocnika na prowadzonej budowie jednorodzinnego domku*. Nie wiem, jak wpadł na pomysł, że się nadam, ale skoro przyjechał (w środę) i poprosił…. Nawet nie musiałem mówić “Tak”. Wystarczyło, że nie wyraziłem sprzeciwu i przyznałem, że mam sporo wolnego czasu. No i stąd moja poranna pobudka. I powrót do domu o 17.

Byłem przekonany, że zajęcie będzie tylko na dziś, przy kładzeniu stropowych płyt. Ale z gadki faceta można wnioskować, że plany ma szersze. Wspominał o jakiejś przebudowie, przy której też by kogoś potrzebował do pomocy. Sam nie wiem czego bardziej bym chciał – zajęcia na tydzień, kilka tygodni, czy na najbliższe letnie miesiące.

__________________________

* Żeby było zabawniej okazało się, że z żoną przyszłego właściciela chodziłem do jednej klasy w ogólniaku. Na historii nawet siedzieliśmy w jednej ławce. Nie widziałem dziewczyny od matury, czyli dobry kawał czasu.

     

Read Full Post »

Z wizytą zapowiadała się tylko mama, a tymczasem zwaliła się cała rodzinka. Brat – bo miał termin w zatrudniaku i wolne od żony (pojechała na kilka dni do swoich rodziców). Ojciec – bo postanowił odwiedzić fryzjera (im mniej włosów na głowie tym częściej się strzyże?). Babka od razu odstawiła tabletki i wysłała młodego po piwo. Do piętnastej mieliśmy w chacie gwarno i tłoczno. Później niestety rodzina wybyła, a babka włączyła telewizor. I zrobiło się nieznośnie papiesko. 

A jutro wybieram się do pracy. Zajęcie dorywcze (jednodniowe), polegające na nie wiadomo czym (znam tyko ogólny zarys) i nie wiadomo jak płatne (zakładam, że marnie skoro nie było żadnych chętnych*). Wiem tylko, że rano pobudkę mam przed szóstą. Brrr!!!


_________________

* Sam idę, bo nie potrafiłem powiedzieć, że nie jestem zainteresowany. I żeby babka nie marudziła, że nie chcę pracować.

    

 

Read Full Post »

Older Posts »