Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2006

Genowefy

Dowód się znalazł w pobliskim sklepie (tzw. pawilonie).
– Czy to przypadkiem nie pana? – spytała sprzedawczyni, gdy rano pojawiłem się po czekoladki (oraz po chleb i kętrzyński piernik, na którym złamała się anonimowość Anonimowej Be) – Tak sądząc po zdjęciu…
Spojrzałem na paskudną mordę na fotografii – faktycznie moja.
– Tak. Szukałem w piątek w pawilonie, ale widocznie za wcześnie – jeszcze nikt nie zdążył go znaleźć.
– Pamiętam. Nawet u mnie się pan pytał.
+
Babka baluje.
Sąsiadka (ex) zjawiła się z prezentem już po dziewiątej.
– Nie będę mogła długo posiedzieć, bo brat ma do mnie przyjechać…
Wyszła po pięciu godzinach.
Przed dziesiątą przyjechała mama (namówiliśmy ją z babką, żeby przenocowała zamiast wracać wieczorem na wieś).
Znów robię za kelnera, a dodatkowo za telefonistkę – co chwila ganiam do przedpokoju odebrać kolejny telefon do babki.
Popijamy w niewielkim gronie – babcine koleżanki zapowiadają się na najbliższe dni. Dla mnie straszna perspektywa, ale babka jest zadowolona.
– I w niebie już lepiej nie będzie.
Chociaż trochę się martwi czy da radę pić przez cały tydzień.

A wieczorem awaria w wodociągach pozbawia nas na kilka godzin wody. Tragedia!
Na wsi człowiek przynajmniej może wyjść za stodołę.

Redakcja z 2013.01.04
Przedruk z Onetu, blotka razem z 25 komentarzami

Read Full Post »