Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2006

Ile można ciągle o tym samym? W TV na okrągło Śląsk i tragedia odmieniana przez wszystkie przypadki. Babka do 23 siedzi przed telewizorem, a ja już nawet do filmu Kutza nie mam cierpliwości.

    

Reklamy

Read Full Post »

Wracam do Kętrzyna ostatnim autobusem (na polu pod lasem znów widzę polującego lisa). Babka namiętnie ogląda TV (ze szczególnym uwzględnieniem programów informacyjnych). Nie wiem co gorsze – transmisja mszy na TV Trwam, czy wałkowanie na okrągło przez dziennikarzy śląskiej tragedii. Rozumiem – żałoba narodowa, ale świat nie stanął w miejscu, nie zamarł w bezruchu wstrząśnięty katastrofą w Katowicach. O dwudziestej zabieram starszej pani pilota i przełączam na Hallmark żeby w sielskim Midsomer odpocząć od obrazków ze Śląska.

+ + +

Scott umówił się z córką Barnaby’ego na przegląd filmów Bergmana. Nie wiem, jak to było anonsowane po angielsku – widocznie nie tak jednoznacznie, jak zabrzmiałoby po polsku.

Inspektor Barnaby:

    Bergman… Ciężkie…

Sierżant Scott:

    Czemu? Chętnie znów zobaczę „Casablankę”.

Inspektor Barnaby (zdziwiony):

    „Casablankę”?

Sierżant Scott (z lekką pobłażliwością – dla niewiedzy przełożonego – w głosie):

    Ingrid Bergman grała w „Casablance”.

Inspektor Barnaby ograniczył się do ciut złośliwego uśmiechu pod nosem.

Wieczorem, scenka po wyjściu z kina:

Sierżant Scott:

    Facet grający w szachy to Śmierć?

Cully Barnaby:

    Nie udawaj! Pół seansu przespałeś.

Sierżant Scott (z nieszczerym oburzeniem)

    Wcale nie!

Można się domyślać, że w kinie była wyświetlana „Siódma pieczęć” (1957) Ingmara Bergman. Tak się teraz zastanawiam, czy też swego czasu nie zasnąłem, gdy ten film oglądałem późną nocą w TV.

    

Read Full Post »

0733. Dzień na wsi.

Śniadanie – do kawy dostałem talerzyk urodzinowego ciasta. Mama sama nakroiła i podsunęła mi pod nos kaloryczny sernik po wiedeńsku (twaróg dałem półtłusty, ale do niego osiem jajek i kostkę masła) i piernik na miodzie.

Obiad już o 13 – z czubatą górą bigosu i ziemniaków.

Mama: „Nie za mało? Jak będziesz chciał, to jeszcze coś ci podsmażę”.

Ja: „Nie, dziękuję. Nie wiem, czy to dam radę zjeść to, co mam na talerzu.”

Mama: „Ale gdybyś jeszcze coś chciał…”

A później i tak znowu będzie ględzenie „Ale się spasłeś! Gęba jak księżyc w pełni! Musisz się zacząć odchudzać!”

    

Read Full Post »

Zrobiłem zakupy (brat jak zwykle dzwonił w ostatnim momencie ze swoim „Kup pampersy”.

    – No proszę! Służących potrzebują – skwitowała rzecz babka).

Odkurzyłem w pokoju.

Zjadłem śniadanie.

Zassałem płytę z przedwojennymi przebojami Henryka Warsa (początek – Eugeniusz Bodo śpiewa nieśmiertelny szlagier „Umówiłem się z nią na dziewiątą”

    – A Sowieci tego artystę zamordowali. – skomentowała babka – Dawniej jednak ładniej śpiewali. Piosenka to była piosenka. Nie to co teraz – jakieś wyjce… Jak dzikie ludy!

Winamp przeskoczył do Toli Mankiewiczówy i „Reform pani minister”

    – A to babcia słyszała? – spytałem.

    – Nie.

    – Przed wojną była babcia chociaż raz w kinie?

    – Nie. Jak byłam dzieckiem to pokazywali filmy po stodołach, ale takie nieme. Dopiero przy Niemcach, w Święcianach…. Tylko, że wtedy pokazywali przeważnie filmy wojenne. A na Syberii chodziłam na filmy hinduskie, bardzo ładne. Dużo w nich śpiewali).

Zostało jeszcze spakować się, wyłączyć komputer… i można wybywać na wieś.

Planowy powrót w poniedziałek.

    

Read Full Post »

Najpierw doleciał mnie z kuchni charakterystyczny odgłos odrywanej zawleczki (czy można to tak określić?) z puszki. Chwilę później odezwała się babka:

    – Z tej radości, że sernik dobrze się piecze aż piwo otworzyłam. Może chcesz trochę?

    – Nie.

    – Cały kufel piwa wypiłam. Może trochę za dużo. Myślałam, ze nie dam rady, ale jednak…

    – Teraz będzie babcia po nocy do łazienki ganiać.

    – Może i będę.

     

Read Full Post »

27 stycznia 1756 roku, o godzinie ósmej wieczorem, w domu przy Getreidegasse 9 (obecnie Muzeum Mozarta) w Salzburgu, na III piętrze, urodziło się siódme dziecko (troje pierwszych, jak także piąte i szóste, zmarło w niemowlęctwie) Leopolda Mozarta i Anny Marii Pertl. Nazajutrz, o wpół do jedenastej, zostało ochrzczone w katedrze św. Piotra i otrzymało imiona: Johannes Chrisostomus Wolfgangus Theophillus. Dwa pierwsze wskazują na patrona w dniu narodzin dziecka (Jan Chryzostom), Wolfgang to imię dziadka ze strony matki (Wolfgang Nikolaus Pertl), a Theophilus – imie ojca chrzestnego (Johannes Theophilus Pergmayr). Imię to Leopold zastąpił niebawem jego niemieckim odpowiednikiem – Gottlieb. Później Wolfgang używał jego odpowiednika w formie łacińskiej Amadeus, a częściej w formie włoskiej Amadeo albo francuskiej – Amadé(e) lub Amédé(e) (polskim odpowiednikiem byłby Bogumił). Tę długą serię imion powiększyło imię z bierzmowania – Sigismundus – przyjęte na cześć ówczesnego pana Salzburga – księcia arcybiskupa Sigismunda von Schrattenbacha. Jednak w praktyce Mozart używał tylko dwóch imion: Wolfgang Amadé(e).

 

Read Full Post »

0729. Sielanka?

Babka usiadła w pokoju przy grzejnikiem i znów czyta. Widzę, jak pracowicie składa wyrazy w zdania (czyta ruszając ustami), co i raz uśmiechając się pod nosem.

    – Niczego babcia nie chce? – spytałem z kuchni.

    – A co robisz?

    – Gotuję wodę na herbatę.

    – Trzeba coś zrobić na obiad, bo wczorajszej zupy będzie za mało.

    – Jak babcia uważa. Mnie niczego nie potrzeba.

A już na pewno nie mam zamiaru zajmować się żadnym gotowaniem’” – dopowiedziałem sobie w myślach.

    – Może po jajku usmażyć? – zaproponowała babka

    – Nie, nie trzeba

    – To zjesz zupę…

    – Nie. – wszedłem w słowa starszej pani – Lepiej niech babcia zje grochówkę. Ja sobie najwyżej coś przygotuję jeśli zgłodnieję

    – No to i dobrze. Spokojnie skończę książkę.

    

Read Full Post »

Older Posts »