Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2005

0672. Krótki komunikat.

Listopad żegnam mega bólem głowy. Czuje się jakby coś rozsadzało mi czaszkę i jednocześnie chciało wgnieść ją do środka. Nie wiem, może to jakieś problemy z ciśnieniem.  Albo racje ma Pinokio, że łyknąłem za dużo tlenu w czasie popołudniowego łażenia po mieście (dwie godziny) bo widocznie juz tylko tlen.pl mi nie szkodzi. W każdym razie nie jest dobrze. I znów położę się przed północą.

    

Reklamy

Read Full Post »

 Ledwo minęła 20, a ja już zasypiam na siedząco. Z samego rana miałem niezapowiedzianą wizytę mamy. W związku z czym zamiast byczenia się w łóżku do dwunastej (skończyłem netowanie o 4:30, więc pewnie wcześniej bym nie wstał) czekała mnie rundka po sklepach. Chyba wieczorem obejrzę tylko film (jakiś nowy serial na TV 4 zamiast Buffy) i położę się przed północą (pobożne plany – ciekawe jak będzie z realizacją?).

+ + +

Znowu uległem nałogowi. W nocy jeszcze się opierałem, walczyłem z pokusą, ale dziś po obiedzie… Cóż… Jestem słaby… Otworzyłem stronę GWP i zamówiłem dwa pierwsze tomy przygód inspektora Barnaby. Może gdyby nie świąteczna promocja (dostawa gratis) bym się jeszcze powstrzymał (akurat!). A tak… „Zabójstwa w Badger’s Drift” i „Pisane krwią” Caroline Graham za chwilę wylądują na stosie książek zalegających podłogę przy biurku. Jeśli szczęście dopisze – tuż obok tomiku Przybory licytowanego właśnie na Allegro (odpukać w niemalowane – na razie mam szansę, bo została niecała doba, a nikt oprócz mnie nie zainteresował się tytułem). A w perspektywie mam jeszcze zamówienie nowej książki Żurawieckiego (wg danych księgarni Merlin ma być dostępna od 30 listopada). Czyli byłyby w najbliższych dniach najmniej trzy „przesyłki dla wnuka”. 

Cholera! Przecież jak te książkami zaczną spływać do domu jedna za drugą to babka mnie wygoni!

    

Read Full Post »

0670. 24

    I musiał piekłu grać jak Paganini –

    Na jednej strunie cały płaczu kwartet.

    Ale powróćmy do naszej bogini

    Chciała z rozpaczy umrzeć broken-hearted,

    Więc wiodła ciągłą z doktorami sprzeczkę

    O krwi troszeczkę i jeszcze miseczkę…

Juliusz Słowacki, op. cit.

Wersja I

(nieaktualna i lekko przekłamana)

Boli mnie głowa i w ogóle jest… constans?

Wersja II

(czyli „Niech pan nie zapomni kupić jogurtu”)

Przez pół dnia miałem awarię kablówki, co odcięło mi dostęp do netu. Oczywiście zgłosiłem od razu problem.

    – Na jakiej ulicy… O… Już wiemy. – pani z biura obsługi klienta była bardzo miła – Za dziesięć minut powinien przyjść technik.

Ma się rozumieć nikt się nie pojawił ani za 10 minut ani nawet za 100, ale nawet niezbyt przejąłem się tym faktem.

Obiadu nie zjadłem. Najpierw nie miałem apetytu (śniadanie o 13 – nie zdążyłem w ogóle zgłodnieć) – później nie było już czasu, bo na 18 miałem umówioną wizytę u dentysty. Przy dobrych układach jeszcze dwa posiedzenia na stomatologicznym fotelu i będę miał na jakiś czas spokój.

Wieczorem zamiast oddać się przyjemnościom lektury walczę z bólem głowy (chyba trochę zmarzłem spacerując po mieście), z powodzeniem – dodajmy (melancholijny nastrój trzyma się mnie niestety dłużej). A od 21:35 mam seans telewizyjny. Znowu przedłożyłem „Morderstwa w Midsomer” (nowy pomocnik inspektora Barnaby jest przystojniejszy niż sierżant Troy, ale jakiś mniej sympatyczny. A może tylko nie zdązyłem jeszcze polubić sierżanta Scotta?) nad kosmiczne przygody załogi Enterprise’a.

    

Read Full Post »

0669. 23

    „Wróćcie mi! wróćcie!” – i znowu zamilkła,

    Patrząc na skarbów znizanych półpluton.

    Zrozumiał emir i dał sznurków kilka,

    I gładząc brodę śmiał się jak – bóg Pluton;

    Śmiał się, zważając na prośby szalone

    Orfeuszowskie, co prosił o żonę

Juliusz Słowacki, op. cit.

Niedziela, czyli nadal rozmawiamy o poezji.

Zaczyna się nowy tydzień – zapewne ani lepszy ani gorszy od minionych tygodni.

Rano musiałem wstać już o 6 żeby zrobić pobudkę ojcu (nocował po polowaniu) i wyprawić go do autobusu.

Dzień był do bólu normalny. A wieczorem po krótkiej poGGawędce z […] znów siadł mi humor. Raz, że w ogóle nie potrafię z nim rozmawiać. Dwa – skoro nawet ktoś taki jak […] twierdzi, że jest u niego źle, a może być tylko gorzej, to ktoś taki jak ja powinien chyba od razu iść na tory.

Kładę się spać.

    

Read Full Post »

0668. 22

    I przyszła sama smutna jak Armida,

    I rzekła z płaczem: „Oddajcie mi skarby!”

    „Jakie?” – rzekł gruby emir bej Raszyda.

    Chciała powiedzieć, lecz rumieńca farby

    Zeszły na twarzy płaczącej dziewczynie,

    Bo nie znalazła frazesu w Korynie …

Juliusz Słowacki, op. cit.

Niestety. Znów zaczynam myśleć i analizować.

Wyszło mi, że od przeświadczenia „Nie zależy mu tak, jak mnie na naszej znajomości” (co z początku trochę boli, ale można się przyzwyczaić) jest chyba tylko drobny krok do „Nie zależy mu na naszej znajomości”.

A skoro jemu nie zależy, a mnie wręcz za bardzo, to chyba najlepiej zastosować wypróbowany w takich wypadkach model postępowania i usunąć się, zamilknąć. Ciekawe po jakim czasie by zauważył, że zniknąłem z jego życia? Zniknąłem z życia… Ha! Sformułowanie lekko naciągane, bo żeby zniknąć musiałbym się tam najpierw pojawić, ale w tej chwili nie przychodzi mi nic odpowiedniejszego do głowy (nie dość, że tu „Atalanta” Jerzego Fryderyka Haendla rozprasza i napełnia melancholia to jeszcze zimne, marznące stopy nie pozwala się skupić. I lekki ból głowy daje się we znaki.) oprócz myśli typu „Dajesz się ponieść rozżaleniu. Nie powinieneś nic pisać. W każdym razie nie publikuj tego tekstu na blogu.”

Wystarczy.

Szkoda fatygi na pisanie. Jeszcze nie zamierzam się poddawać (znam kilka osób, które które wolałyby stwierdzenie, że nadal zamierzam się oszukiwać), jeszcze…

Idę na strych po materac (ojciec nocuję, więc muszę sobie urządzić posłanie na podłodze), później kąpiel… i może wróci już Pinokio z imieninowej imprezy u Katarzyny to poklikamy przez chwilę?

Jest do dupy, ale będzie jeszcze gorzej, więc w sumie chyba powinienem się cieszyć chwilą obecną.

Blotka też jest dupy, więc się proszę skoncentrować na cytacie ze Słowackiego.

    

Read Full Post »

0667. 21

    Smutna! ubrana w kwiaty sympatyczne,

    Poszła nieszczęsna na brzegi Marmora,

    Kędy osobne biuro statystyczne

    Liczyło uszy z rana do wieczora

    I oddzieliwszy od niezgrabnych zgrabne,

    Nizało sztucznie na sznurki jedwabne.

Juliusz Słowacki, op. cit.

Rano babka narobiła zamętu. Już o 11 wyciągnęła mnie z łóżka lamentem:

    – Do piwnicy się włamali! Zeszłam i nie mogę kłódki otworzyć – widać, że ktoś na siłę do niej coś wpychał! Wiedziałam! Mówiłam, żeby miodu ani wina w piwnicy nie trzymać! Do tego z dołu [nasz nowy sąsiad, który nie stroni od kieliszka] jacyś pijacy przychodzą, siedzą po nocach, łażą po bloku… Nic już się teraz nie uchowa. Przez czterdzieści lat nikt z piwnicy niczego nie kradł [lekka przesada, emocje za bardzo poniosły starszą panią – góra przez dwadzieścia ostatnich lat nie odnotowano w klatce piwnicznych kradzieży – wcześniej różnie bywało], a teraz jak się wprowadził ten…

Poleciała roznieść hiobową wieść po sąsiadach.

Ubrałem się spokojnie i poszedłem sprawdzić co się stało. Za mną babka i sąsiadka – Irena Moherowy Berecik – pełna troski (o własną piwnice) i rad:

    – Na policję od razu trzeba zgłosić. Bo to pewnie dopiero początek. Teraz jesienią piwnice pełne przetworów to te menele będą chodzić i wszystko wynosić.

A na miejscu się okazało, że babka najzwyczajniej w świecie pomyliła klucze. Nie zauważyła (i jak zwykle nie słuchała, że jej mówię o tym), że doczepiłem do piwnicznego pęku także nowy klucz od pralni. I tym właśnie kluczem…

    – No i nie wstyd teraz babci? – rzuciłem złośliwie – Tylko plotek na Bogu ducha winnego sąsiada babcia po bloku narobiła. Trzeba to wszystko teraz odwołać.

    – Ale tylko dwóm osobom powiedziała…

    

Read Full Post »

0666. 20

    Znałem… lecz, szczęściem, uleczoną z żalu

    Saffonę bardzo podobną do greckiej.

    Ta się, nieszczęściem, kochała w Moskalu,

    A Moskal zginął na wojnie tureckiej;

    Ta poszła zabrać na warneńskim polu

    Zwłoki – a uszy w Konstantynopolu.

Juliusz Słowacki – Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu.

Pieśń III – Statek parowy.

 

Popołudnie spędziłem w bibliotece. Najpierw wymieniłem książki dla babki (egzemplarz „Doliny Tęczy”, który przyniosłem jej ostatnio był mocno zdekompletowany – ktoś wyrwał końcowe sto stron!) a później przejrzałem katalogi księgozbioru. Ku memu pewnemu zaskoczeniu okazało się, że na miejscu jest nie tylko „Pożegnanie z Berlinem” Christophera Isherwooda ale i biografia Ludwiki Śniadeckiej. Wypożyczyłem oba tytuły i przeniosłem się do czytelni sprawdzić kilka rzeczy (odkryłem, że poszukiwany przeze mnie poemat Słowackiego „Podróż na Wschód” to nic innego jak „Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu”) i przeczytać felieton „Kartoflania” Kingi Dunin (Wysokie Obcasy – numer z 5 listopada), którego tekst nie pojawił się w sieci (bo był jakiś wyjątkowo nudny i mętny, co autorka uzmysłowiła sobie po publikacji?).

Obiad zjadłem na kolację (ryż na mleku). A później zamiast włączyć (tradycyjnie) komputer poczytałem trochę i obejrzałem dwa kolejne odcinki serialu „Zagubieni”.


Read Full Post »

Older Posts »