Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Lipiec 2005

Na Mazurach ciągle dusi upał.

Nosi mnie niczym rozdrażnionego szerszenia (nawet wzmożona działalność komentatorska* na portalu niewiele pomaga). A babka ledwo zipie, łazi po mieszkaniu nie mogąc znaleźć sobie miejsca i zajęcia (na szczęście ciśnienie ma dobre, więc to raczej ogólne złe samopoczucie wywołane wysoką temperaturą).

    – Tak gorąco, a nogi mam zimne. Chyba długo już nie pożyję. Muszę jeszcze tylko dwie sprawy załatwić – marudzi. – Żeby nareperować spłuczkę. I uporządkować sytuację z mieszkaniem, zapisać Ci je w testamencie.

    – A robi babcia co chce. Mnie to nic nie obchodzi.

    – Spłuczka cię nie obchodzi.

    – A nie, spłuczką się zajmę w poniedziałek. Nie obchodzi mnie testament.

_______

* Przemyślałem właśnie ostatni spostrzeżenie Sojuza w kwestii międzyludzkiej komunikacji. To ujęcie dobrze pasuje do mojej netowej działalności. Na dobrą sprawę za moimi tekstami nic nie stoi – na pewno brak w nich nowatorskich myśli, ba – jakichkolwiek myśli wnoszących cokolwiek do toczonych na Gejowie dyskusji. Wszystko to tylko czyste przyjemnościowe werbalne ocieranie się o innych, zaznaczanie swojej obecność i obwąchiwanie cudzych werbalnych śladów.

    

Reklamy

Read Full Post »

Upał nadal daje się we znaki i odbiera apetyt. A babka – nie oglądając się na nic (i nie zwracając najmniejszej uwagi na moje „Nic mi dzisiaj nie potrzeba!”) – umyśliła zrobić na obiad kotlety z kurzej piersi.

Usmażyła osiem!

    – Boże! Taki ładny kotlecik, a on nie chce jeść! – zaczęła biedować, gdy wziąłem tylko jeden, a resztę kazałem schować do lodówki.

Wkurzyłem się.

    – To może niech go babcia zaniesie do pokoju i postawi na stole. Skoro taki ładny będzie ozdabiał mieszkanie zamiast kwiatków!

+ + +

A spłuczka nadal nie działa. W nocy niestety nie doszło do cudownej samonaprawy. 

Babka – widząc, że z wnuczka nie ma żadnego pożytku – postanowiła wezwać z samego rana do pomocy sąsiada-złotą rączkę, specjalistę od wszystkiego. Po dwóch godzinach intensywnej pracy facet się poddał. Po jego interwencji jest gorzej niż było.. Spłuczka teraz nie tylko przepuszcza wodę do muszli, ale i zaczęła przeciekać na na zewnątrz ze zbiornika. Cudownie! Nie ma to jak domorośli fachowcy!

    

Read Full Post »

Jakby było mało tego upału!

Wieczorem przez godzinę zmagałem się w łazience z przepuszczającą spłuczką. Napraw, napraw! Ciekawe jakim cudem kiedy nie wiem co się zepsuło? Tu grzebnę, tam szturchnę – wszystko na oślep. Do jasnej cholery! Przecież nie jestem hydraulikiem! Plastykowy szajs! Poszła jakaś uszczelka? Tylko tam żadnych uszczelek nie widać. Najchętniej wyrwałbym całe to dziadostwo i razem z muszlą wyrzucił przez okno! Objawia się w tym przypadku wyższość zwykłej sławojki nad kanalizacją i domowym WC. Drewniana budkę każdy bez najmniejszych problemów potrafi zreperować. Wystarczy młotek i kilka gwoździ. Na tę zepsutą spłuczkę też z przyjemnością wziąłbym młota!

   

Read Full Post »

Ogarnęło mnie dziś takie bezmierne lenistwo, że niczego nie jestem w stanie zrobić. Siedzę bezczynnie przy komputerze i bezmyślnie wpatruję się w monitor. Nawet do wysłania ściągniętej w nocy specjalnie dla Palnika piosenki nie potrafię się zmobilizować.

Siedzę. Za oknem jazgot pilarki. Ekipa remontowa kładąca nowy chodnik przycina do odpowiednich wymiarów bloczki krawężników. Babka tłucze się na strychu – słyszę przez sufit jak szura donicami. Rano namęczyła się na ogrodzie, później strzeliła sobie piwko, pomarudziła przez chwilę rozparta w fotelu w przedpokoju…

    – Tak… żeby babcia nie miała pieniędzy, to by nikt tu nie przyjechał. Kulawy pies by się zainteresował, czy żyje. Nie pytali by „Jak babuni zdrowie?”

To a konto najazdu gości? No proszę – takie słowa o ukochanej wnuczce?!” – aż się lekko zdziwiłem, ale nie zareagowałem nawet słowem.

    – A ty siedzisz przy tym komputerze i nic cię nie interesuje. – babka postanowiła uderzyć ciut bliżej – Mógłbyś mi choć trochę pomóc. Przez godzinkę chociaż…

    – Przecież mówiłem – przerwałem starszej pani – że przy takim hałasie za oknem nie słyszę co babcia mówi. Oduczy się babcia wreszcie rozmawiania przez całe mieszkanie.

    – Powiedziałam, że gdybym nie miała pieniędzy….

    – A, to akurat do mnie doleciało.

…pomarudziła przez chwilę rozparta w fotelu w przedpokoju i znów zabrała się za robotę.

A ja dalej siedzę bezmyślnie i bezproduktywnie.

    

Read Full Post »

Jestem rozdrażniony. Nie ma żadnych konkretnych powodów, podejrzewam więc, że to reakcja na czekające mnie przygotowania przed najazdem rodziny (wczoraj wieczorem był telefon od kuzynów – mogę się ich spodziewać po 10 sierpnia) i ewentualny wspólny wypad nad morze.

    

Read Full Post »

Babka chyba wyglądała przez okno mojego powrotu z zakupów

    – Nie zdejmuj butów! – krzyknęła, gdy tylko postawiłem stopę w przedpokoju – Skoczysz jeszcze do pawilonu po duże „Merci”

    – Duże „Merci”?

    – Ania prosiła żebym przyszła do niej na imieniny.

    – Przecież źle się babcia czuje. – przypomniałem lekko złośliwie.

    – Ale tak prosiła żebym chociaż na godzinę do niej zajrzała…

I poleciała. W kuchni została zaczęta robota – włożone do słoików, czekające na zalewę ogórki (korniszony), rozmieszany twaróg w misce na stole (na obiad planowaliśmy pierogi).

Ale gdybym powiedział rano wcześniej „Sama babcia może kupić marchewkę” (do najbliższego zieleniaka nie ma nawet 50 metrów) to by pewnie stwierdziła, że nogi ja bolą i nigdzie nie ma zamiaru dreptać.

Read Full Post »

Uległem wreszcie babcinemu marudzeniu…

    – Dżemu by można jeszcze nagotować. Co to jest te szesnaście słoików, które mamy? Potrzeba ze trzydzieści. Miałbyś jeden na dwa tygodnie.

    – Przecież źle się babcia czuje. Obejdzie się bez dodatkowego dżemu i sterczenia przy garach.

    – A wina nie będziemy w tym roku robić? Skoro Polcia daje porzeczki…

    – Nie będziemy.

                                                         … i po obiedzie wybrałem się na ogród sąsiadki. Działka kawał za miastem (droga w obie strony zajęła mi prawie sześćdziesiąt minut), od trzech lat praktycznie nie uprawiana, powoli dziczeje i zarasta. Pokrzywy i osty miejscami sięgały mi głowy. Krzaki agrestu ledwo znalazłem wśród wiśniowo-śliwkowego młodnika. Maliniak rozpełz się po krzakach czarnej porzeczki, a…

Nie, to nie ma żadnego sensu.

Boli mnie głowa, a w kuchni czeka jeszcze cały zlew garów do mycia. Trzeba posprzątać ten chlewik przed położeniem się spać i zmykać jak najszybciej do łóżka.

     

Read Full Post »

Older Posts »