Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2005

 

1. Przed lekturą.

Sobotnie popołudnie. Kończę artykuł w ZADRZE.

    – A to co? – mama wzięła ze stołu „Lubiewo” – Fantastyka?

    – Nie. To taka powieść… – tu zabrakło mi słów na określenie, czym jest ta książka, ten zbiór tekstów Witkowskiego, który na dobrą sprawę trudno nazwać powieścią.

Mama zaczęła przeglądać tomik podczytując fragmenty.

    – To coś o homoseksualistach?

    – Raczej… o pedałach. Jak skończę zostawię książkę w domu. Będzie mama chciała to sobie przeczyta.

2. Część 1 – Księga ulicy

Pierwsze wrażenie – Ohyda! Nie wiem, czy chcę żeby ten odrażający kawałek pedalskiego życia był znany mojej matce. Nawet u Cyrilla Collarda w „Dzikich nocach” (myślę o filmie) nie wyglądało to tak paskudnie. To już niech lepiej homoseksualiści kojarzą się jej nadal z tymi gejami z klasy średniej, takimi jak z „Przyjęcia weselnego” Anga Lee. I z miłym, sympatycznym kolegą z pracy, który miał być moim chrzestnym (moja chrzestna postawiła veto – „On!? Ten pedałek!? To nie ze mną!” )

I pytanie (zadawane samemu sobie) – czy gdybym urodził się we Wrocławiu i mieszkał tam, a nie w spokojnym Kętrzynie, byłbym teraz jednym z pedałów opisywanych przez Witkowskiego? Takim uganiającym się za fiutami po szaletach i parkach?

3. Część 2 – Ciotowski Bicz.

Lepsze wrażenie odniosłem czytając przez ostatni tydzień książkę na wyrywki, po dwie, trzy strony. Lektura jednym ciągiem rozczarowała mnie. Nikomu już nie powiem – „Ten Witkowski napisał świetną rzecz – koniecznie musisz książkę kupić i przeczytać”

4. Po dwóch dniach.

Czytam felieton Kingi Dunin („To nasz cyrk i nasze cioty”). Nie, nie pociąga mnie ten opisany przez Witkowskiego świat. Wolałbym traktować rzecz jako historyczny już obrazek – egzotycznego opis czegoś, co już nie istnieje. Nie ma PRL-u, nie ma już tego niegdysiejszego pedalstwa… Tylko czy na pewno nie ma? Tylko… Dobra – starczy. Bo zaczynam przynudzać i się wymądrzać.

Witkowskiego przeczytać warto. Nie żałuję wydanej na książkę kasy.

Podrzucę książkę matce przy następnym pobycie w chacie. Niech czyta i sobie myśli co chce.

 

Reklamy

Read Full Post »

Ankieter OBOP-u był młody i atrakcyjny.

Nawet się nie zastanawiałem – wpuściłem chłopaka i kazałem babce odpowiadać na pytania.

Starsza pani początkowo była lekko zdenerwowana (stąd twierdzenie, że słońce krąży wokół ziemi. „Wiedziałam, że źle mówię, ale nie chciałam już się poprawiać”) ale w miarę wypełniania ankiety zaczęła się rozkręcać.

    – Czy jest pani zadowolona ze swojego życia? Jak by pani oceniła swoje odczucia w skali 1 od 10

    – Ja tam nigdy nie narzekam. Gdzie trafię tam mi dobrze. Byłam teraz u sąsiadki, widzę – siedzi jakaś przygnębiona. Spytałam – „Co się stało?” „Od trzech dni płaczę – ona na to – Przyjdą Niemcy i nas wymordują!” Znalazła powód do zmartwienia! Akurat będę się Niemcami przejmowała! W moim wieku dobrze jeśli człowiek noc przeżyje i rano wstanie z łóżka!

* * *

Weekend spędzam u rodziców, na wsi. Do Kętrzyna (i do blogowania) wracam w poniedziałek.

Read Full Post »

0336. Będzie melina?

 

Młode małżeństwo mieszkające pod nami zamieniło się na mieszkania (przerobioną kawalerkę na trzypokojowe) z jakimś rencistą. Człowiek miał być starszy, cichy i spokojny…

Wczoraj urządził u siebie imprezę. Jeszcze o czwartej w nocy było słychać głosy rozochoconego towarzystwa – kilka męskich i jeden damski. Wracając w południe z zakupów mijałem na schodach ostatnich imprezowiczów.

    – Nie wiesz, gdzie tak w nocy gadali, gadali, gadali? – spytała mnie rano babka – Na parterze? na ulicy przed blokiem? a może u tego nowego sąsiada?

    – W każdym razie powinna być babcia zadowolona. – stwierdziłem złośliwie. Bo irytowały mnie zawsze jej teksty, że tak na klatce cicho mamy, że nie słychać, żeby ktoś za ścianą mieszkał.

    – No tak. – babka nie zauważyła (choć nie wykluczone, że nie chciała zauważyć*) mojego sarkazmu – Teraz przynajmniej wiem, ze wśród żywych ludzi żyję.

Po obiedzie wybrała się zasięgnąć u osób lepiej zorientowanych (w mieście takim jak Kętrzyn mało co da się ukryć) informacji o panu z dołu. Wróciła lekko zaniepokojona. 

Pan X nie stroni od kieliszka. Lokatorzy bloku, w którym mieszkał poprzednio, są szczęśliwi, że przeniósł się na naszą ulicę. Wygląda na to, że skończyły się lata ciszy i spokoju w naszej klatce.

__________

* Czasem zdarza się jej nawet nie usłyszeć tego, czego usłyszeć nie chce.

Read Full Post »

…łapać pchły i do roboty!

To som mendy od naszej kiejenteli, odparła Antonita

.

* * *

Boli mnie głowa. Może za mało snu w nocy? Albo tak już miało być niezależnie od niedospania. Nurofen nie pomógł. Trudno, przemęczę się.

W dzień wizyta mamy. W piątek ma urodziny – musiała zrobić większe zakupy. Jutro trzeba się będzie rozejrzeć za drobnym upominkiem. Od razu uprzedzam, że cały weekend spędzę na wsi – wracam do Kętrzyna (i do blogowania) najwcześniej w poniedziałek

Od 16 komputer – poznaję Fryderyka. Robertus przynajmniej w jednym miał rację – przywiązuję duże znaczenie do drobiazgów (chociaż twierdzenie, że jestem małostkowy uważam za rażąco niesprawiedliwe, nieuprawnione i krzywdzące). Dla większości blogujących dodanie czyjegoś adresu do linkowni to drobiazg, który może się z niczym nie wiązać. U mnie to coś w rodzaju zobowiązania. Że przynajmniej będę czytał na bieżąco wszystkie nowe testy autora. A w miarę możliwości postaram się poznam też teksty archiwalne.

Siedzę więc nad listopadowymi zapiskami Fryderyka i próbuję lepiej poznać człowieka. Rozumiem zainteresowanie, które wzbudza u swoich czytelników. Rozumiem swoje zainteresowanie, choć przy niektórych tekstach powraca natrętne pytanie – „Cholera! Dlaczego ja w ogóle do niego zagadałem?”

Po siedemnastej nieoczekiwanie na GG odezwał się sam utalentowany pan F. Przeklikaliśmy godzinę.

Z rozbawieniem obserwuję sytuację i rozwój naszej znajomości – czuję się jakbym stał z boku, był świadkiem wydarzeń, nie osobą biorącą w nich bezpośredni udział.

 

Read Full Post »

… na nogi brudne pończochy.

* * *

Wyjaśniając sprawy techniczne – cedzę w trosce o słaby wzrok Anonimowej B, która narzeka na dłuższe blotki. Przypuszczenia, że chodzi mi o nabicie statystyki są ze wszech miar niedopuszczalne.

* * *

Pogadałem dziś z Fryderykiem na GG. Wygląda, że moje pośrednictwo zakończyło się sukcesem i facet zamieszka od lutego w GejHousie. Naszły mnie w związku z tym kolejne wątpliwości. Zastanawiam się (wiem, że głupio ale tak mi przyszło do głowy):

Czy Robertus będzie miał do mnie pretensje, jeśli Fryderyk okaże się nieciekawym lokatorem lub dojdzie miedzy nimi do jakichś nieporozumień?

Czy Leno się na mnie pogniewa jeśli Fryderyk odbije mu Robertusa? :P

W każdym razie co się stało…

* * *

Defragmentowanie dysku zakończyło się niepowodzeniem. Po trzech godzinach restartów programu z minutową częstotliwością i wykonaniu pracy w 45 % poddałem się.

* * *

Pierwsza refleksja po lekturze ZADRY:

O mnie też należało by powiedzieć, że nie potrafię wziąć odpowiedzialności za własne życie, działam bezrefleksyjnie, nie myśląc o swoim (własnym?) dobru.


Read Full Post »

…obciągała na sobie spódnicę, aby zasłonić grube uda, całe w żylakach i posiniaczone.

Moje spotkanie z Eduardem Mendozą nieubłaganie zbliża się do końca. Jeszcze tylko osiemdziesiąt stron „Lekkiej komedii” – powieści coraz bardziej przypominającej mi „Oliwkowy labirynt”

* * *

Dzień upłynął pod znakiem prania.

Do obiadu robię za niewykwalifikowaną siłę roboczą – wykręcam, nosze na strych, wieszam do suszenia pościel i inne drobiazgi.

    – Może zamiast odkładać na remont kuchni kupimy pralkę automatyczną? – zasugerowałem stając w drzwiach łazienki

    – Przez całe życie prałam ręcznie.

    – Ale po co się tak męczyć?

    – Przynajmniej mam zajecie i trochę ruchu.

Szkoda słów.

Wiem, że tylko ze względu na moją obecność w domu babka włączyła dziś wiekową (ale nie wysłużoną) Franię.

 

Read Full Post »

Babka baluje drugi dzień z rzędu.

Goście (w ilości – jedna kobieta około sześćdziesiątki) siedzą u nas od samego rana.

Precyzując – musiałem dziś w trybie alarmowy ewakuować się z łóżka i gonić do łazienki, by nałożyć coś więcej, niż bokserki. Sygnał z domofonu – „Pani B? już do pani idę na górę” – zastał mnie (niedziela – godzina 10.15 – całkiem normalne, że nawet nie myślałem o wstawaniu) w pościeli. Babka zresztą też nie zdążyła się jeszcze ubrać i snuła po mieszkaniu w dezabilu.

Już od kilku lat babcia zapraszała serdecznie dawną sąsiadkę (i dość bliską koleżankę) mojej mamy – „Pani Wiesiu, będzie pani w Kętrzynie – proszę koniecznie do mnie zajść, odwiedzić. Zobaczy pani jak odremontowałam mieszkanie…” – i dziś nastał ten dzień, że pani Wiesia zdecydowała się z zaproszenia skorzystać. W sumie nawet dobrze wybrała, bo po wczorajszej babcinej imieninowo/urodzinowej imprezie (to jednak już lekka przesada świętować od 3 stycznia!) miałem dość dobrze zaopatrzoną lodówkę (tylko barek mamy non stop pełen :P, z żarciem bywa różnie).

Babce nawet nie przyszło do głowy, żeby tak ważnego (bo pierwszy raz od wielu lat, więc można chwalić się dokonanymi w chacie po śmierci dziadka zmianami i snuć plany dalszych ewentualnych innowacji) gościa zaprosić do kuchni. Od razu zaciągnęła kobietę do pokoju, posadziła przy stole (cholera! A tu moje łóżko całkowicie rozbebeszone! Pidżama rzucona w pospiechu na fotel, wełniane skarpety na dywanie…)…

Bez dalszego przynudzania – gdy już wyłoniłem się wreszcie z łazienki (5 minut zajęło mi same doprowadzenie fryzury do jako takiego porządku – jak zwykle po kąpieli włosy sterczą mi na wszystkie strony) musiałem zająć się kelnerowaniem.

Dopiero przed 14 mogłem pozwolić sobie na włączenie komputera. I znów rozminąłem się na GG z Palnikiem :(

W sumie wszystkie moje niedzielne plany wzięły w łeb. Miałem rano przy śniadaniu zajrzeć na chwilę do sieci, sprawdzić pocztę, a później oddać się lekturze. Cóż – chyba dobrze zrobiłem przedłużając w bibliotece termin zwrotu „Lekkiej komedii” – w takim tempie jak dotychczasowe raczej nie skończę powieści w tym miesiącu.

A tu „Lubiewo” czeka (podczytuje na razie fragmenty w wolniejszych chwilach), i ZADRA # 21 od Krzytoma…

 

Read Full Post »

Older Posts »