Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2004

 

Godz. 6.30 – wyruszyłem w drogę :) Jak się zrobi trochę widniej będę czytał „Prawdę o sprawie Savolty” Eduarda Mendozy.

Godz. 9:20 – Ostrołęka – połowa trasy (128 kilometr od Kętrzyna).

Godz. 11:42 – Warszawa – wysiadam (najpewniej) na przystanku przy Dworcu Kolejowy Centrum.

A co dalej – zobaczy się. Zaraz, niech pomyślę… Skoro Palnik wolałby widzieć mnie u siebie ciut później… O! Widzę, że pan X jest na GG

Ja (22:13)
    Hmm… Nie wiem jak to ująć. 

Pan X (22:14)
    Tak?

Ja (22:14)
    Może spotkałbyś się jutro ze mną około 12? Gdybyś miał ochotę urealnić mnie sobie

Pan X (22:15)
    Nie wiem czy wstanę o takiej porze (to wymówka), a prawdziwy powód to strach, że nie wiedziałbym o czym gadać (ja nie jestem taki rozmowny jak Weber)

Ja (22:15)
    Mógłbyś zaryzykować. Najwyżej posiedzimy obaj w milczeniu przy piwie, czy jakiejś kawie.

Pan X (22:16)
    Ja się boję ryzykować

Ja (22:16)
    OK – nie będę nalegał

Pan X (22:17)
    … :(

Ja (22:17)
    Oczekiwałeś, że będę? Wiesz – ja sam się trochę obawiam, że nie wiedziałbym o czym z Tobą rozmawiać – działasz na mnie lekko onieśmielająco :)

Pan X (22:18)
    E tam onieśmielająco, ja po prostu nudny jestem i tyle.

Ja (22:22)
    Ostatecznie możemy się tylko spotkać i zwyczajnie posiedzieć nic nie mówiąc

Pan X (22:22)
   Jaka z tego korzyść?

Ja (22:22)
    Ja popatrzę na ciebie – ty na mnie

Pan X (22:22)
    Tia…

Ja (22:36)
    To jak – mówisz zdecydowane NIE naszemu jutrzejszemu spotkaniu?

Pan X (22:36)
    Głupio jest odmawiać, ale po prostu się boję.

No i po sprawie – wychodzi, że po przyjeździe jednak od razu zwalę się na głowę panom P&P.

* * *

Powrót do Kętrzyna planuję na poniedziałek. Mam autobus o 8.00 z Zachodniego.

* * *

Najpewniej to już ostatnia porcja moich nudziarstw w tym roku. Wszystkim Czytelnikom życzę tego bla, bla, bla którego się tradycyjnie przy Nowym Roku życzy (cholera! Jak ja nienawidzę składania życzeń!). Do poczytania w styczniu Anno Domini 2005 :)

Reklamy

Read Full Post »

 

Nastąpiła drobna korekta moich planów.

Ze nie udało mi się wyjechać do Warszawy już dzisiaj (zabrakło chętnego, który odstąpiłby mi połowę łóżka na noc), a pojawienie się w stolicy w piątek w okolicach 15.30 jest jednak ciut późne (podobno w ten przedsylwestrowy dzionek niektóre sklepy są czynne tylko do 15) zdecydowałem się na wyjazd pierwszym możliwym autobusem z Kętrzyna – tym o 6.30.

Moje zapowiedziane pojawienie się około południa u panów P&P zostało przyjęte z umiarkowanym entuzjazmem. A mnie przyszło do głowy, że mam jak raz do czynienia z tym rzadkim przypadkiem, gdy Hebiusowi przydałaby się komórka* :) Bo mógłbym skontaktować się na przykład z Sojuzem i znów wprosić do niego na kawę. I pojawiłbym się u Panika zgodnie z pierwotną zapowiedzią.

Ale miałem o przedwyjazdowym pakowaniu. Na każdym kroku walczę z babką, która – gdybym był grzecznym wnuczkiem i słuchał jej bez szemrania – wysłałaby mnie tak objuczonego różnymi… różnościami :P, że PKS tylko dla moich bagaży musiałby podstawić przyczepę. Co chwila tylko słyszę:

    – Weź to dla tego swojego kolegi… weź tamto… a może jeszcze….

A pomiędzy nadal te babcine lęki, które muszę rozpraszać („Nic mi babciu nie będzie – pojadę i wrócę bez żadnych problemów”) i dodatkowe zmartwienia (że nie kupiłem nowej koszuli, więc pojawię się na Sylwestra ubrany jak szmaciarz). 


________

* Pan WK jeśli czyta przypadkiem te zdanie niech się nie cieszy, że przyłapał mnie na takim stwierdzeniu :) Odczuwam potrzebę posiadania komórki średnio raz na trzy miesiące – a to zbyt mała częstotliwość, żeby się ukomórkowiać.

 

Read Full Post »

Więc jadę do Warszawy. Potwierdziłem już Robertusowi swoje przybycie na sylwestrową imprezę. Jeśli do piątku nie powali mnie jakaś grypa czy inne plugastwo (jakby coś mnie zaczynało brać) wsiadam do autobusu i o około 15:30 pojawię się w stolicy.

Babcia jest lekko (nawet bardziej niż lekko) zaniepokojona sytuacją. Siedzi zasmucona w fotelu, taka kupka nieszczęścia.

    – Gdyby to było gdzieś w Kętrzynie… czy u Piotrka… Ale ty chcesz jechać tak daleko. Trudno. Tylko… tak jak w tej Tajlandii… jechali ludzie odpocząć i nie wrócili.

    – Oj babciu… – rzucam jakieś bagatelizujące słowa, ale wiem, że i tak jej nie uspokoję.

    – Kto ma się o ciebie martwić jeśli nie ja i mama? Ostatnio jak byłeś w Warszawie jakiś poważny wypadek tam był. Najpierw chciałam zadzwonić do mamy, ale pomyślałam – „Po co jeszcze i ją niepokoić”… A miałam nadzieję – już tak późno, to nie zadzwoni ten twój kolega. I zostaniesz w domu.

Jednak Palnik wbrew oczekiwaniom starszej pani przekręcił z pracy i potwierdził gotowość goszczenia mnie u siebie przez kilka dni.

Cóż – wątpliwości co do sensu Sylwestra w GejHousie mam nie mniejsze niż wczoraj. Ale pokusa zwyciężyła :)


Read Full Post »

W piątek Sylwestra i nie wiem, na co się zdecydować. Są trzy możliwe scenariusze spędzenia tej nocy i powitania Nowego Roku

1. Tradycyjnie

Czyli na wsi, z rodzicami. A właściwie z mamą, przed telewizorem. Ojciec pewnie wypiję coś wcześniej i położy się spać już około 22. Przed północą trzeba będzie wyciągać go betów na otwieranie szampana i noworoczny toast.
Miałoby to nawet sporo plusów. Właściwie widzę tu same plusy. Będzie spokojnie i nie czekają mnie żadne rozczarowania. Mama by miała towarzystwo. Nie musiałbym nic robić, wydawać żadnej kasy – wystarczy sama moja obecność.

2. Enigmatycznie

Czyli z bratem, z bratową i… I więcej nic nie wiem. Ani kto jeszcze będzie u młodszego, ani jakie planują atrakcje. Ta enigmatyczność jest lekko niepokojąca. Ewentualne koszta minimalne. Przez święta wypiłem tylko kieliszek swojej paprykówki, więc mógłbym zabrać butelkę, dokupić jeszcze jakiegoś szampana, wziąć trochę rogalików (jutro pieczemy na babki urodziny) i byłbym gotów.

3. Ludnie

Czyli w Warszawie, w GejHousie, z Robertusem i innymi mniej, czy bardziej znajomymi osobami. Nie ukrywam – pokusa wyjazdu jest ogromna. Zauważalne plusy:
– Kilka dni z Palnikiem, maksymalnie do poniedziałkowego ranka. Panowie P&P dłużej nie mogą mnie gościć, a i ja muszę wracać szybko do Kętrzyna, bo trzeciego stycznia urodziny babki;
– Spotkanie z Sojuzem. Nawet gdyby nie zjawił się u Robertusa na Sylwka, skoro byłbym już w stolicy, miałbym okazję oddać mu pożyczone książki. Co jak co, ale książki należy zwracać. Już szybciej zapomnę komuś, że wisi mi kasę, niż cokolwiek pożyczonego z mojej biblioteczki. Mama się dziwi, że nie rozmawiam z Renatą, najbliższą koleżanką z podstawówki. O czym miałbym? O tych komiksach Bohdana Butenki, które pożyczyła, gdy miała 10 lat i nie zwróciła do tej pory? Przygody Gucia i Cezara są teraz prawie nie do zdobycia!
– Miałbym okazję (kto wie, czy nie ostatnią) poznać osobiście Madiego i Webera, urealnić kolejne dwie wirtualne znajomości.
Niestety tu się zaczynają się też moje wątpliwości. Czy będę potrafił bawić się w tym towarzystwie? Nie chodzi mi o konkretną grupę ludzi, tylko ogólnie o grupę, jakąkolwiek. Stać z boku i obserwować rozbawione pary – nie wiem, czy akurat tego na koniec roku potrzebuję najbardziej.

Muszę się dobrze zastanowić.
A najlepiej, gdyby ktoś pomógł mi w podjęciu decyzji.

Redakcja 2017.12.17

Read Full Post »

 

Ostatnie dni były dość ciężkie – pełne uganianie się za prezentami (drobna satysfakcja – udało mi się przygotować upominki dla całej rodziny*) i innych przygotowań do świąt. Szczęśliwie wyjeżdżamy z babką na święta**, więc mogłem sobie przynajmniej darować tradycyjne gruntowne bożonarodzeniowe sprzątanie mieszkania. Obtarłem tylko kurze z bardziej widocznych miejsc (typu – fikus, telewizor, żyrandol) i zgarnąłem co większe pajęczyny. W tygodniu przed Nowym Rokiem jeszcze na spokojnie zrobię co trzeba zrobić***. Trochę szkoda, że w tym roku nie mam w pokoju nawet jednej świerkowej gałęzi, ozdobionej kilkoma bombkami****. Tu zawaliłem sprawę („Przez komputer.” – jak by to powiedziała babcia). Na przyszły rok postaram się poprawić.

Życzenia wszystkim (ujawnionym) wiernym Czytelnikom złożyłem indywidualnie, więc nie będę się tu powtarzał :)

Do poniedziałku.

 

___________

* A już miałem sobie dać z tym spokój, bo nie było wesoło. Z jednej strony brak pomysłów – z drugiej – możliwości realizacji (= jeśli był pomysł przeważnie brakowało w sklepach poszukiwanego przedmiotu). Nauka na przyszłość – nie zostawiać tych zakupów na ostatnie przedwigiline dni.

** Na wieś do moich rodziców. Wracam do Kętrzyna (i do blogowania) najwcześniej w poniedziałek.

*** W pierwszym tygodniu stycznia babka obchodzi swoje imieniny i urodziny więc nie ma wyjścia – mieszkanie musi być wysprzątane.

**** O choince nawet nie myślę. Za mało miejsca w pokoju na takie fanaberię. I za ciepło w mieszkaniu na żywe drzewko, a na sztuczne szkoda pieniędzy. Zresztą co to za choinka z plastiku!


Read Full Post »

0302. Zapomniałem.

 

Niedziela w kilku punktach.

1. Zapomniałem pójść na mszę.

Nie było żadnego „Źle się czuję. Lepiej zostanę w domu”, ani „Dziś dzień łajdaczenia się. Do kościoła nie idę”, czy zwykłego „Nie chce mi się ruszać z chaty. Posiedzę sobie przed komputerem”.

Zwyczajnie (co dla mnie zwyczajne wcale nie jest) zapomniałem, że na osiemnastą mam iść do kościoła.

2. Zapomniałem, że „Choinka” Tove Jansson to takie wzruszające opowiadanie. I dopiero teraz wychwyciłem ten kapitalny fragment z niepedagogicznym postępowaniem Tatusia Muminka:

Tatuś mimo grożącej katastrofy postanowił nie ścinać żadnego z własnych świerków, ponieważ bardzo o nie dbał. Przelazł przez sztachety do sąsiadki Gapsy i wybrał duże drzewo, świerk, który na pewno na nic szczególnego nie mógł się jej przydać.”

Przy okazji – jednym z moich niegdysiejszych noworocznych życzeń* (miałem wtedy pewnie z 10-11 lat) było pragnienie posiadania w swoim księgozbiorze kompletu książek o Muminkach. Życzenie to udało mi się spełnić. Późno, bo późno (przed kilku laty dopiero), ale jednak. A czasem nadal śni mi się, że w jakimś dziwnym antykwariacie odkrywam tomiki Tove Jansson z opowieściami ze świata Muminków, o których istnieniu nie miałem pojęcia.

3. Zapomniałem o niedzielnej blotce? Nie, nie zapomniałem. Nawet chciałem o 23:59 zacytować u siebie jeden z ostatnich blogowych tekstów Palnika:

Dziś są moje imieniny, jeszcze przez minutę.

Tym co pamiętali dziękuję, tym co zapomnieli nie mam za złe, w końcu nie trzeba pamiętać o wszystkich :)”

Tyle, że wtedy znów straciłbym część swojej anonimowości.

_______

* Jedyne noworoczne życzenie, jakie pamiętam do tej pory. Gdyby ktoś myślał kiedyś o prezencie dla mnie – pierwsze polskie wydania książek Tove Jannson byłyby mile widziane :) Mam tylko „Doliny Muminków w Listopadzie” z 1980 r i drugie wydanie „Komety nad Doliną Muminków” – reszta w edycji „Naszej Księgarni” z lat dziewięćdziesiątych XX wieku.


Read Full Post »

0301. Przed chwilą.

 

Babcia wyłączyła telewizor. Nawet na TV TRWAM nie znalazła nic dla siebie.

    – Nie mam co robić, to położę się już spać. – stwierdziła

Żachnąłem się.

    – Już ja babci rozrywek wymyślał nie będę.

Babcia roześmiała się lekko.

    – Zawsze możemy pobawić się w chowanego. – rzuciła lekko.

I poszła do kuchni myć gary.

Dziś zostawiłem jej po obiedzie trochę brudnych talerzy w zlewie. Niech się rozrusza po ostatnich dniach choroby.


Read Full Post »

Older Posts »