W dzień „Poczet królowych polskich”.
Wieczorem współczesne pasticcio według Szekspira z muzyką Vivaldiego, Haendla i Rameau – „Zaczarowanej wyspy” – w radiowej transmisji z Metropolitan Opera w Nowym Jorku.
Przy książce się zastanawiam, na ile wiernie Szczygielski oddał przedwojenne wileńskie realia. Autor nie przesadził z tym bogactwem pedalskiego życia?
O wieczorze operowym nie wiem co myśleć.
Bawi rozpoznawanie znanych (i lubianych) muzycznych kawałków, ale momentami – na przykład „Cessate, omai cessate” Vivaldiego śpiewane przez Davida Danielsa po angielsku – wszystko brzmi dość dziwnie. Pewnie – sadząc z reakcji publiczności (i po obejrzeniu zdjęć dostępnych w sieci) – sporo tracę na nieznajomości tekstu libretta i braku wizji.
Sobota
21 Styczeń 2012 Autor: Hebius
Mnie sie tego dość dziwnie słuchało od pierwszej chwili, bo wokal Davida Danielsa skojarzył mi sie ze śpiewem Miss Piggy i wrażenie to mnie nie opuszczało. Faktem jest, że na płytach, które mam, Daniels brzmi szlachetniej niż w przedstawieniu Met.
A samo pasticcio zabawne, akurat do słuchania przez radio.
Może to dlatego, że śpiewał po angielsku?
Mnie się w każdym razie nic takiego nie skojarzyło.
O! A popatrz co o tym przedstawieniu napisała Dorota Szwarcman:
Ładna reklama Metropolitan Opera. Hmm..pod jej wpływem chyba nawet ja bym poszedł
Pooglądałem sobie trochę zdjęć z premierowego przedstawienia. Inscenizacja wygląda na bardzo ładną, taką klasycznie barokową